Czad sprzed trzystu lat

Dobrych kilka lat temu przeprowadzałem wywiad z Reinhardem Goeblem – jednym z najwybitniejszych skrzypków barokowych, twórcą i szefem wspaniałego zespołu Musica Antiqua Koeln. Z powodów zdrowotnych niedawno zakończył on swoją karierę a kolońska kapela została rozwiązana. Na szczęście pozostało po niej mnóstwo nagrań. W tym najbardziej niesamowite i ogniste, prowadzone w szaleńczych tempach, wykonanie Koncertów Brandenburskich J.S. Bacha. Choć liczy już sobie prawie ćwierć, nie doczekałem się bardziej porywającej interpretacji. Ale wróćmy do rozmowy z Goeblem. W początkach swojej kariery skrzypka przerzucił się on wyłącznie na granie na instrumencie barokowym (różniącym się budową i brzmieniem od współczesnych) i wykonywanie muzyki tej epoki. Byłem ciekaw, co go do tego skłoniło. – Barok to kolory, różnorodność i życie. Dlatego zakochałem się w tej muzyce – odpowiedział Goebel.

Ja też byłem wówczas zafascynowany barokiem. Jednak słowa Goebla, a raczej odczucia, które pragnął za ich pomocą wyrazić, pojąłem w pełni dopiero kilka lat później. Pamiętam dość dobrze ten moment. Na moich półkach z płytami piętrzył się już spory stosik nagrań muzyki renesansu, baroku i wczesnego klasycyzmu. Ale pewnego dnia znajomy pożyczył mi niepozornie wyglądającą płytkę. Jej tytuł nie był jakoś specjalnie zachęcający: „Libro quatro d’intavolatura di chitarone. Roma 1640”. Kompozytor: Johannes Hieronymus Kapsberger (data urodzin niepewna, zmarł w 1651 roku). Wykonawca: Rolf Lislevand wraz z zespołem. Nazwiska kompozytora i muzyków prawie nic mi wówczas nie mówiły. Natomiast komentarz kolegi brzmiał intrygująco: posłuchaj sobie „barokowego rock&rolla”.

Włożyłem CD do odtwarzacza, odpaliłem i… wcisnęło mnie w fotel. Instrumenty (oczywiście z epoki, nie współczesne) m.in. arcylutnie, gitara barokowa, klawesyn, violone (czyli kontrabas) z towarzyszeniem perkusji brzmiały niesamowicie, momentami wręcz egzotycznie. Ścieżka nr 9 to był rzeczywiście barokowy rock&roll! Można by wręcz rzec: „prawdziwy czad” – szybkie tempo, szalejący klawesyn, gitary i arcylutnie. Z kolei numer 17., utwór na colascione (rodzaj lutni) i perkusję, nieodparcie wywoływał u mnie skojarzenia z… klimatami bluesowymi. Można go posłuchać na YouTube:

Inne utwory Kapsbergera brzmiały natomiast chilloutowo.

To było dokładnie to, o czym mówił Goebel – „różnorodność, barwy, życie”.

Nagle przed moimi uszami pojawił się zupełnie nieznany obszar muzyki dawnej. Z czasem zbiór płyt barok&rollowych (będę od tej pory tak je nazywał, choć określenie to nie oddaje dokładnie ich klimatu) zaczął rosnąć. Co więcej, w ostatnich latach pojawiły się zespoły, które łączą folk, np. meksykański, z jego barokowymi korzeniami. Muzycy zaczęli też dużo improwizować, bazując na barokowych tanecznych rytmach i melodiach – głównie włoskich i hiszpańskich.

Jednocześnie dziwiło mnie, że nasi krytycy muzyczni prawie zupełnie nie zauważają tego fascynującego zjawisko. Byłem więc zdany na własne poszukiwania – co zresztą okazało się, i jest nadal, ogromnie fascynujące. Stąd też narodził się pomysł tego blogu. Choć nie jestem muzykologiem a jedynie pasjonatem (i czasami wykonawcą, jako „śpiewak chóralny”) baroku i renesansu, chciałbym podzielić się moimi fascynacjami. Pokazać tym, którzy po muzykę dawną w ogóle nie sięgają, iż mogą usłyszeć cudowne brzmienia, ogniste melodie i poznać klimaty, jakich od tzw. „muzyki poważnej” (jak ja nie lubię tego określenia) nigdy by się nie spodziewali. To samo dotyczy wytrawnych miłośników klasyki, którzy czasami mogą nie być świadomi istnienia tego barok&rollowego (oraz chilloutowego) nurtu.

Pewien znajomy muzyk zarzucił mi, że fascynacja tym zjawiskiem odciąga mnie od prawdziwie wartościowego „nurtu kanonicznego” – czyli tych wszystkich wspaniałych dzieł baroku, jak Wielka Msza h-moll Bacha czy koncerty organowe Haendla. Nie zgadzam się z nim. Barok&roll poszerza horyzonty. Jest jak wyśmienity deser (albo bogata przystawka), które uzupełnią wspaniały obiad, choć oczywiście nie zastąpią dania głównego (czyli np. Wielkiej Mszy h-moll). Nie zgadzam się też z zarzutem, że tego typu muzyka, ze względu na swą lekkość, może wprawdzie zafascynować osoby nie słuchające baroku, ale nie pozwoli im dotrzeć do najbardziej wartościowych, a przez to trudniejszych, dzieł epoki. Że na tym poprzestaną. Myślę, że barok&roll potrafi zachęcić do zagłębienia się również w inne rejony muzyki dawnej. Ale nawet jeśli tak się nie stanie, zapewni spotkanie czymś naprawdę o wiele wartościowszym i ciekawszym niż sącząca się zewsząd popowa sieczka.

Dlatego serdecznie zapraszam wszystkich chętnych na wspólną podróż w ten niezwykły świat. To był oczywiście tylko wstęp a w następnym wpisie blogowym zajmę się już konkretnymi kompozytorami, wykonawcami i płytami. Planuję najpierw pójść tropem Rolfa Lislevanda, chyba że coś innego akurat w duszy mi zagra. Zachęcam również gorąco do dyskusji i dzielenia się swoimi wrażeniami.

Płyta z utworami Kapsbergera oczywiście nie jest dostępna w całości w internecie, ale na stronie sklepu amazon.com można przynajmniej posłuchać fragmentów i choć trochę poczuć klimat.

Wpis “Czad sprzed trzystu lat” skomentowano 14 razy

  1. Pan Lulek pisze:

    Jesli chodzi o muzyke, jestem zdania, ze im cos starszego tym lepsze. Ustale i ciagle grane. Zatem wyprobowane w roznych interpretacjach. Muzyka wspolczesna tez byc musi, ale tylko perelki muzyki pozostaja. Cala reszta idzie w zapomnienie. I wlasnie tych perelek warto sluchac. Tyle, ze do tego musi byc nastroj, ambiente, czasami bardzo nowoczesne.
    Zycze Panu wielu sukcesow, chociaz bedzie mial pan ostrych konkurentow.
    Niezupelnie gluchy
    Pan Lulek

  2. cietrzew pisze:

    troche wiecej muzyki kapsbergera:

    http://www.youtube.com/results?search_query=Kapsberger&search=Search

  3. Jaruta pisze:

    Świetnie, mamy kolejny muzyczny blog. Życzę powodzenia.

  4. PAK pisze:

    Należałoby chyba dodać Cristinę Pluhar (i szerzej — wytwórnię Alpha).
    Sam takiego ‚dawnego rocka’ kojarzę jednak bardziej ze ‚średniowieczem’ niż barokiem — choćby Lawrence Kinga.

  5. miasto-masa-maszyna pisze:

    No no, witamy nowego muzycznego bloggera 🙂

    Ja zawsze taką muzykę nazywałem za Hawrylukiem baro(c)kową.

    Z tezą, że tego typu rzeczy odciągają od „prawdziwej” muzyki barokowej także się nie zgadzam. Raczej przeciwnie – mogą stanowić odskocznię, urozmaicenie, a przy tym wciąż jesteśmy w baroku, nie? 😉

    Pozdrawiam i wytrwałości w prowadzeniu bloga życzę
    No i oczywiście subskrybuję RSS
    3M

  6. foma pisze:

    Na początek wyrażę wielką radość z nowego muzycznego bloga, i solidaryzuję się w zachwytach nad Koncertami Brandenburskimi w wykonaniu Musica Antiqua.
    Przechodząc do adremu, stawiam tezę, że muzyka dawna wciąż stanowi dla nas całkiem sporą terra incognita, i kolejne odkrycia raczej będą szły w stronę wspomnianego barok&rolla. Gigantów Baroku mamy już zapoznanych i to zarówno w wersji classic, jak i z epoki. Teraz można obserwować poszukiwania czegoś nowego (starego), jeszcze nieznanego (motywacje poszukiwań to już inna sprawa…).
    Pamiętam jakie wrażenie zrobiły na mnie kilka lat temu lecące w Dwójce nagrania zespołu Zephiro (czy tak się to pisze?), gdzie zupełnie nieznany repertuar barokowy zagrany był przez zespół składający się chyba wyłącznie z instrumentów dętych drewnianych. Prawdziwe miodzio, energia jak na koncercie rockowym, nie tylko dla osób zafascynowanych brzminiem fagotu i oboju.

  7. Marcin Rotkiewicz pisze:

    Serdecznie dziękuję za bardzo miłe komentarze Jaruty i Pana Lulka. Będę się starał Państwa nie zawieść 😉 Dzięki również za pomoc Cietrzewowi. Nie przypuszczałem, że na YouTube znajdę moją, dość niszową przecież, muzykę. Wspaniale! Będę miał materiał ilustracyjny do moich wpisów. Już zresztą uzupełniłem fragment o Kapsbergerze o odpowiedni link.
    Tak, PAK, zgadzam się w pełni! Jestem wielkim wielbicielem pani Pluhar i w ogóle wydawnictwa Alpha. Zamierzałem im poświęcić co najmniej kilka wpisów blogowych. Będzie też o Andrew Lawrence-Kingu i jego zespole The Harp Consort, bo oni nie tylko zajmują się średniowieczem. Grają głównie barok.
    Pozdrawiam i jeszcze raz dziękuję wszystkim za komentarze i wpisy.

  8. Marcin Rotkiewicz pisze:

    Nie zdążyłem skończyć jednego komentarza a już pojawiły się kolejne miłe wpisy. Zatem również dzięki wielkie dla Miasta-Masy-Maszyny oraz Fomy. Zgadzam się, że mamy już dość nagrań dzieł kanonicznych i niewiele pozostało tu do odkrycia. Dlatego rejon barok&rollowy to powiew świeżego powietrza. Zespołu Zephiro nie znam, ale chętnie pogrzebię w sieci i posłucham.
    Pozdro. 🙂

  9. eurointernauta pisze:

    Barok to epoka ciemnoty,która nastała po światłym okresie renesansu. Budzi zażenowanie fakt,że światły redaktor działu naukowego postępowego tygodnika reklamuje wytwory tamtej bigoteryjnej „kultury”. Przynajmniej tyle pozytywnego,że Redaktor nie zachęca do słuchania Nieszporów Monteverdiego i innych religianckich tzw. arcydzieł barokowych.

  10. Hoko pisze:

    Ale wykrakałem, że drzazgi będą lecieć… 😆

    Jako niewierzący stwierdzam, że „Nieszpory…” są super…

  11. miasto-masa-maszyna pisze:

    Tania prowokacja 😉

  12. Witold pisze:

    Violone,klawesyn,teorban,arcylutnie to sa przede wszystkim instrumenty od basso continuo w baroku.Rock barokowy czy tez muzyka taneczna w tym okresie to nic innego wg mnie jak uproszczony,bardziej rytmiczny generalbas,wzmocniony niekiedy jeszcze przez instrument perkusyjny.
    Przez to,ze basso continuo np.u Bacha bylo bardzo rozbudowane barok(przynajmniej polnocno-niemiecki) nie znal szybkiego tempa,dlatego sam jestem ciekawy jak brzmia zagrane w szalenczym tempie Koncerty Brandenburskie.
    Moim typem jesli chodzi o muzyka baro(c)kowego jest Antonio Vivaldi(tak!).
    Polecam szczegolnie I czesc Zimy(dorzucmy jeszcze wykonanie Nigela Kennedy’ego).Malo znam utworow,ktore by mi podniosly puls i cisnienie jak ten wlasnie.

  13. a cappella pisze:

    Ooooo! 😎

    Będę czytać bardzo uważnie.
    Cieszę się, że blog wystartował (pełne zaskoczenie).
    Serdecznie pozdrawiam 🙂

    P.S. Eurointernauta, kojarzysz mi się z niejakim Bobolą 😉

  14. Dorota Szwarcman pisze:

    Hej, Marcinie! Już Cię witałam blogowo w redakcji, a teraz wirtualnie. Myślę, że w wielu sprawach będziemy się zgadzać, a w wielu innych pięknie różnić. Jak np. w tej, że krytycy nie zauważają opisywanego przez Ciebie zjawiska. 3M przywołał już Jacka Hawryluka. A jeszcze (nieskromnie 😉 ) przykład z naszego archiwum:
    http://www.polityka.pl/archive/do/registry/secure/showArticle?id=2004289
    Pozdrawiam!

Dodaj komentarz