Krysia jest the best

pluhar_450.jpg
Miałem podążyć tropem mojego ulubionego Rolfa Lislevanda, ale jeden z komentarzy sprowokował mnie do, wcześniejszego niż planowałem, złożenia hołdu Christnie Pluhar (w końcu Lislevand nie zając i nie ucieknie ;-)). A Krysia rzeczywiście wyrasta dziś na pierwszą damę barok&rolla.

Pierwsze spotkanie mieliśmy gdzieś pod koniec 2002 roku. W nieistniejącym już Radiu Klasyka usłyszałem wtedy fragmenty fascynującej płyty. Natychmiast pognałem do sklepu i kupiłem niezwykle pięknie wydane CD zatytułowane Homo fugit velut umbra, zawierające prawie same kompozycje Stefano Landiego (1586-1639). Nazwa wytwórni Alpha oraz zespołu L’Arpeggiata, jak i nazwisko jego szefowej Christiny Pluhar, nic mi wówczas nie mówiły.

Pierwszy utwór (anonimowego kompozytora) zamieszczony na krążku (Passacaglia della Vita) znałem bardzo dobrze, bo śpiewałem go w zespole muzyki dawnej La Tempesta (kto ciekaw, co to za jedni, niech zajrzy na stronę www.latempesta.pl). Był to taki nasz hicior wykonywany na zakończenie jednego z programów koncertowych (wiadomo: na koncercie najważniejsze jest pierwsze i ostatnie wrażenie). Tekst, miejscami makabrycznie zabawny (nie pomoże ci nawet chinina), głosi tylko jedno przesłanie memento mori (jak refren powtarza się tu strofa bisogna morire, czyli musimy umrzeć). Jednocześnie muzyka jest bardzo dynamiczna, z wybijanym rytmem. Może miał to być właśnie średniowieczny danse macabre, czyli taniec śmierci (choć tytuł utworu, Passacaglia della Vita, można przetłumaczyć jako Taniec życia).

L’Arpeggiata zagrała go znakomicie, odpowiednio dozując napięcie. Wspaniały efekt to także zasługa tenora Marco Beasley (postać ciekawa, bo ten włoski muzyk brytyjskiego pochodzenia jest także aktorem a na zdjęciach z sesji nagraniowej wygląda jak Fantomas).

Po przesłuchaniu płyty Homo fugit velut umbra wbiłem sobie w pamięć nazwisko Pluhar i nazwę L’Arpeggiata, bo ten nowy zespół swoim muzykowaniem obiecywał wniesienie czegoś nowego w świat klasyki. No i się nie zawiodłem. Z każdą kolejną płytą L’Arpeggiaty robiło się coraz bardziej barok&rollowo.

Do poszczególnych nagrań będę jeszcze nieraz wracał. Pewnej płytce Krysi Pluhar chcę nawet poświęcić cały odcinek blogu. Dziś natomiast czuję się w obowiązku skreślić parę słów o ostatnim produkcie L’Arpeggiaty zatytułowanym Los Impossibles. Krysia Pluhar, jak napisała w dołączonej do CD książeczce, zafascynowała się wzajemnym przenikaniem muzyki hiszpańskiego, portugalskiego i włoskiego baroku oraz ich wpływem tradycyjną muzykę meksykańską. I choć XI przykazanie głosi „nie mieszaj”, na swojej płycie zamieszała nieźle. Na szczęście z jak najlepszym skutkiem. Czegóż tu bowiem nie ma – i instrumenty z epoki, i gitarzysta flamenco, i tradycyjne meksykańskie melodie. Jakby tego było mało, zaangażowała do nagrania zespół The King’s Singers (kto nie zna, wyjaśniam: sześciu facetów o wyśmienitych głosach), śpiewający portugalskie negrillos z 1643 roku, w których użyto wymyślonego języka mającego imitować mowę czarnych mieszkańców kolonii. Utwory te można by chyba nawet nazwać kolędami, gdyż ich głównym tematem są zawsze narodziny Jezusa i składane mu w stajence hołdy.

Cała płyta jest świetna i w pełnym tego słowa znaczeniu barok&rollowa. Po mojej głowie cały czas chodzą np. ogniste rytmy Fandango napisanego przez Santiago de Murcię, słynnego hiszpańskiego kompozytora i gitarzysty barokowego. O Fandango pisał zresztą Casanova, że jest to ten typ tańca, po wykonaniu którego dziewczyna nie jest w stanie niczego odmówić swojemu partnerowi. Coś jest na rzeczy… ;-)Półgodzinny film z sesji nagraniowej Los Impossibles nakręciła i wyemitowała stacja TV Mezzo. Został on też dołączony na DVD do wydania płyty z muzyką. Krysia Pluhar podkreśla w filmie, że muzycy L’Arpeggiaty bardzo dużo imporowizowali. I tę żywiołowość na płycie czuć doskonale. Na zachętę zapraszam do posłuchania wspaniałego Jacaras, po którym wszystko powinno stać się jasne.

No i jeszcze na koniec (do trzech razy sztuka) ognista La Dia Spagnola.

Wpis “Krysia jest the best” skomentowano 10 razy

  1. buridan pisze:

    tak dla kontrastu… co o tej samej płycie (Los Impossibles) napisał Dariusz Czaja w Tygodniku Powszechnym :
    http://tygodnik.onet.pl/1577,1393030,dzial.html

  2. eurointernauta pisze:

    Myślałem,że pod wpływem moich argumentów zaprzestanie Pan tej nierozsądnej działalności,ale nie. Istnieją przecież pisma specjalistyczne, jak „Canor”(może już nie istnieje),w których można się rozpisywać o tej muzycznej starzyźnie. Każdy ma prawo do swoich upodobań,jednak powinien być Pan świadom tego,że,umieszczając słowo „barok” w pozytywnym kontekście,chcąc nie chcąc rehabilituje Pan epokę. Barok to okres wstecznictwa,kontrreformacji i ogólnej ciemnoty. Gdyby słowo „barok” pojawiało się w pozytywnym kontekście w jakiejś PiS – owskiej gadzinówce,byłoby to bardziej niż zrozumiałe. Ale do „Polityki”,reakcyjne poglądy kompozytorów sprzed kilkuset lat,zupełnie nie pasują. Powie Pan,że ich poglądy Pana nie obchodzą,że zajmuje się Pan wyłącznie muzyką. Tylko czy da się to tak oddzielić ? Nie może Pan nie wiedzieć jak odrażającym władcom,tyranom,papieżom służyli dawni artyści. W naszych postępowych czasach coś takiego jest rzadkością – jedynie moherowy W. Kilar poszedł na służbę odchodzącego właśnie reżimu. Powtarzam: ma Pan prawo słuchać,czego Pan chce,ale w domu. Po co wywlekać te nizdrowe fascynacje na forum publiczne ? Nie wszyscy internauci są ludźmi dojrzałymi i wyrobionymi. Ryzykuje Pan,że,pisząc tylko o muzyce i nie potępiając reakcyjnych poglądów jej twórców,może niechcąco propagować idee,obce i wstrętne nam,światłym obywatelom Unii Europejskiej.

  3. foma pisze:

    eurointernauto,
    nie pozostaje mi nic innego niż przyznać, że najbardziej wsteczne muzyczne badziewie skomponował barokowy do bólu Jan Sebastian Bach… Hough!

  4. PAK pisze:

    Fomo:
    Powiem tyle — dla mnie ‚eurointernauta’ to internetowy prowokator, który uważa, że Polityka jest proeuropejska, gdyż została zaślepiona i ogłupiona zbrodniczym oświeceniem 😉 należy więc ową proeuropejskość wykpić.

    A Canor niestety, spoczywa w spokoju… (Co piszę, wytaczając z okna łezkę…)

    Co zaś do meritum: jako lubujący się w muzycznym baroku myślałem, że będę mógł coś dodać, ale nie potrafię 🙁

  5. foma pisze:

    PAKu, rzeczywiścio trudno coś dopisać do tekstów Gospodarza. Powiem tylko, że chętnie dobrałbym się do jego płytoteki. Twojej zresztą też 🙂

  6. PAK pisze:

    Fomo:
    Jeśli chodzi o tytułową Krysię, to ja mam pewne typy, do czyjej biblioteki się dobrać 😉 I to nawet na naszym Górnym Śląsku 😉 Niestety, właściciel tej płytoteki nie komentuje, choć podobno przeczytał (?).

  7. foma pisze:

    PAK, trzeba stopniować napięcie 🙂 nie można tak od razu do wszystkiego, bo umrze się z przepełniania… wiesz, osiołkowi w żłoby dano… Ale nie tylko o dużą ilośc Krysi chodzi 🙂
    Do mojej etno-kasetoteki kiedyś dobierała się niemal dziesięcina Katowickiej Akademii, ale to stare czasy. A właściciela za frak i niech czyta, pisze, wywnętrza się… 😀

  8. Dorota Szwarcman pisze:

    Też bardzo lubię Arpeggiatę i Kryśkę. Tak żałuję, że nie mogłam się wybrać latem do Wrocławia, kiedy byli…
    A „Passacaglia della Vita” to niby zabawna makabreska (z tekstu), ale muzyka to jednak rzewność sama i nostalgia… choć rytm taneczny.

  9. Marcin Rotkiewicz pisze:

    Masz rację Dorota, jest rzeczywiście w „Passacaglii della Vita” nostalgia, ale żeby od razu sama rzewność 😉 No nie wiem…
    Bardzo dziękuję PAK i Fomie za miłe wypowiedzi i pozdrawiam serdecznie.

  10. PAK pisze:

    Nie, no rzewność to pewna przesada 😉 Lubię „Passacaglię della Vita” (zwrócenie uwagi na „passacaglię” jest chyba wazne — tu się rozchodzi o coś wiecej niż pamięć, passacaglia ma zawsze taki charakter — powracający temat w basach, z jednej strony podkresla tanecznośc, ale z drugiej strony nieco przypomina (sama w sobie) przypomnienie: memento mori), choć nie mam doświadczeń z chóru…

Dodaj komentarz