Bojkot zakończony!

Dziękuję Buridanowi za przypomnienie w swoim komentarzu recenzji z „Tygodnika Powszechnego”. Jest interesująca i krótka, więc zachęcam do lektury http://tygodnik.onet.pl/1577,1393030,dzial.html. Ciekawa, bo w pierwszej części Dariusz Czaja chwali profesjonalizm i mistrzowską grę muzyków, by na końcu mocno sponiewierać Krysię. Tylko za co? Autor stawia zarzut komercji, ale przecież L’Arpeggiata nigdy nie pretendowała do bycia wykonawcą wyłącznie dzieł „poważnych”. Czy świetnie zagrany lżejszy repertuar zasługuje na mieszanie z błotem? Poza tym Krysia nie wykonała żadnego zaskakującego ruchu – wystarczy sięgnąć po wcześniejszą płytę Tarantella czy najbardziej, moim skromnym zdaniem, „obrazoburczą” w jej dorobku All’Improvviso. Czy rzeczywiście Krysia dostarcza tylko „lekkostrawnej leguminy z nobilitującym stemplem „klasyka”? W mojej opinii nie! I życzyłbym sobie więcej „klasycznej komercji” na tak wysokim poziomie. Choć, jak już pisałem, nie chcę, by zastąpiła ona dzieła „poważniejsze”. Jestem naprawdę bardzo ciekaw Waszego zdania…
Moja redakcyjna Koleżanka Dorota Szwarcman pisze w swoim blogu o niedzielnym koncercie muzyki dawnej w Filharmonii Narodowej. Też czuję się w obowiązku coś na ten temat skrobnąć. Z Filharmonią jestem związany od czasów szkoły podstawowej, bo prowadzali mnie tam rodzice (a ja to lubiłem, zwłaszcza orkiestry i Mozarta). Potem miałem okres licealnego buntu, który jednak zakończył się powrotem do FN. Bywałem w niej często a od czasu do czasu w szacownych murach można też było usłyszeć zespoły wykonujące muzykę dawną na instrumentach z epoki. Zmianę na stanowisku szefa tej placówki przywitałem pozytywnie, bo znałem świetne wykonania i nagrania utworów Mahlera pod batutą Antoniego Wita. Niestety, w ostatnich latach narastało we mnie dojmujące wrażenie, że FN przeradza się w nudny skansen. Miałem już dość słuchania po raz kolejny „zestawu obowiązkowego” Mozart, Beethoven, Szymanowski, Szostakowicz i jego permutacji. OK, grajcie to, ale może też od czasu do czasu coś wpuścicie na odmianę? Może jakiś zespolik barokowy, bo wykonań Bacha przez orkiestrę FN nie miałem zamiaru słuchać. Miarka się przebrała, kiedy z kręgów zbliżonych do FN dowiedziałem się, iż Wit uważa stylowe granie muzyki dawnej za dziwactwo i nie będzie zapraszał przedstawicieli tego nurtu. Ogłosiłem wtedy mój cichy, prywatny i absolutnie indywidualny bojkot tej instytucji.
Jakież było moje zdziwienie, gdy w tym roku zapowiedziano cały cykl koncertów pod hasłem „Muzyka Dawna”, na które można kupić oddzielny abonament! Ogłaszam więc niniejszym uroczyście: koniec bojkotu! Ktoś wreszcie, jak słusznie zauważa Dorota Szwarcman, poszedł w FN po rozum do głowy.
Udałem się zatem w niedzielę na wykonanie Wielkiej Mszy h-moll Bacha. Zastanawiałem się, czy nie zaprosić na ten koncert pewnej sympatycznej znajomej, która dopiero rozsmakowuje się w muzyce baroku. Obawiałem się bowiem, że to piękne, ale wymagające dzieło w interpretacji Koopmana może trochę znużyć niewprawione ucho. Poszedłem więc sam i to była słuszna decyzja. Niby słuchało się tego dobrze, poziom wykonania (mimo potknięć) był wysoki, ale czegoś mi brakowało. I to bardzo. Koopman to wielce zasłużony dla muzy dawnej dyrygent, świetny klawiszowiec (organy, klawesyn), ale trochę już stara szkoła. Chociaż nie, bo jak włączyłem po powrocie do domu nagranie Johna Eliota Gardinera (to samo pokolenie co Koopman), uświadomiłem sobie po raz kolejny, o co w tym wszystkim chodzi (mam też na półce wykonanie pod batutą Herrewegha, chwalone bardzo przez Dorotę, które również cenię, ale wolę Gardinera). Trzeba w interpretację włożyć to coś, nadać muzyce wigoru, siły, polotu. Nawet wykonując Wielką Mszę h-moll (dzieło, w sensie przenośnym i dosłownym, pomnikowe) chwilami być barok&rollowcem. Jak Gardiner, jak Paul McCreesh. A kto nie wierzy, niech posłucha płyty tego ostatniego pt. „Epiphany Mass”. Czekam też z niecierpliwością wielką na Marca Minkowskiego, który z Wielką Mszą ma zjechać na Wielkanoc 2008 do Krakowa. A ponieważ barok&rollowiec to zawołany, więc jestem ogromnie ciekaw jego pomysłu na dzieło Bacha. A tak poza wszystkim, to Wielka Msza, jak to msza, najlepiej jednak brzmi w kościele a nie sali filharmonii. W czasie niedzielnego koncertu czułem się bardziej muzealnie niż mistyczne…
Natomiast wspomnianą już wyżej miłą koleżankę zabrałem dwa tygodnie temu do rzeczonej Filharmonii Narodowej na koncert Il Giardino Armonico. I choć zaczęło się nieprzekonująco (od mało ciekawego utworu niszowego zupełnie kompozytora Carlo Tessariego), potem już było czadowo. Zwłaszcza koncert na flet Vivaldiego robił piorunujące wrażenie. Ja byłem super zadowolony, koleżanka załapała trochę barokowego bakcyla. Pełen sukces! Tak więc dziękuję Ci Filharmonio Narodowa, bo jeśli chodzi o muzykę dawną nie było już czego słuchać w Warszawie. Szczerze zazdrościłem Wrocławowi i Krakowowi oraz pomstowałem na stołeczne życie kulturalne. Idzie ku dobremu!

Wpis “Bojkot zakończony!” skomentowano 6 razy

  1. miasto-masa-maszyna pisze:

    Dla mnie też jak Wielka Msza, to tylko Gardiner. A sarkania na Krysię nie rozumiem. Wydaje mi się, że tego rodzaju płyty są jednak skierowane do słuchacza na tyle świadomego, że zdaje on sobie sprawę co Bach a co Landi, z czym jeść jedno i drugie. Nie widzę powodu, dla którego pomiędzy wykonywaniem muzyki „wysokiej” baroku a barokowym „crossoverem” miałby istnieć jakiś konflikt. Zresztą wśród muzyków grających barok nie widać takiego konfliktu, IMHO wymyślają go sobie krytycy na potrzebę chwili.

    Kiedy jeszcze mieszkałem w Krakowie i miałem bardziej imprezowe mieszkanie (i bardziej muzykologiczne grono znajomych na miejscu) to bez Krysi żadna impreza się nie mogła obejść 😉

  2. PAK pisze:

    Koopmana-dyrygenta na żywo nie słyszałem, ale sądząc z płyt z Koopmanem rzeczywiście jest jakiś taki problem — niby wszystko jest, a czegoś brakuje.

    Msza h-moll? Rzeczywiście Gardiner i Herreweghe. Ale kto dalej? Wciąż nie ‚umiejscowiłem’ jeszcze Suzukiego. Junghanel i Rifkin (zwłaszcza ten ostatni) to inna szkoła — nie powiem, ciekawa, choć niezbyt barok&rollowa. McCreesh? Obawiam się, że odszedł od ‚samego siebie’ z czasów nagrywania Mszy na Trzech Króli.

  3. J pisze:

    Czy gdzieś można zasmakować tych dźwięków?

    O BLOGACH politycznych: http://czytelnicy-profesjonalnych-blogow.profeo.pl/

  4. Aleksander pisze:

    Odkrywa Pan przede mną cały nowy, nieznany świat – ogromne dzięki! Barok zawsze był moim ulubionym okresem w historii sztuki, zwłaszcza muzyki; pamiętam jak dumny byłem mogąc zagrać na dyplomie na koniec podstawowej szkoły muzycznej Preludium i Fugę d-moll z Das Wohltempierte Klavier II, mimo że wiedziałem jak wiele brakuje mi do Wielkich – od Goulda począwszy na Jarretcie skończywszy.
    Od tamtej pory minęło trochę lat, sam nie gram już na fortepianie a jako słuchacz mimo ciągłej estymy dla klasyki powędrowałem raczej w kierunku akustycznej muzyki improwizowanej szerokiego autoramentu – od folku z różnych stron świata poprzez jazz a’la ECM czy grupa Oregon aż do tzw. „nowej muzyki akustycznej”, czyli wykonawców z kręgu Beli Flecka (tu również np. fenomenalne trio klasyków – Edgar Meyer, Mark O’Connor i Yo Yo Ma – grających okołobluegrassowe motywy). Wydawało mi się, że pokonałem w ten sposób daleką drogę, nawet jeśli grający na banjo Fleck nagrał wraz z przyjaciółmi całą płytę z własnymi wykonaniami klasycznych, często barokowych utworów (CD „Perpetual Motion”). Pan tymczasem płytą „Los Impossibles” pokazał mi, że jeśli coś tak naprawdę się zmieniło przez ostatnie paręset lat, to chyba tylko instrumenty. Płyta Krysi już znalazły swoje godne miejsce na „najwyższej półce” mojej kolekcji – stoi tuż obok „Tales from the Acoustic Planet”, którą przy okazji pozwolę sobie serdecznie Panu polecić.
    Raz jeszcze wielkie dzięki – i czekam na więcej 🙂

  5. Marcin Rotkiewicz pisze:

    J pyta, czy można gdzieś zasmakować tych dźwięków. Na razie tylko na płytach, choć L’Aprpeggiata dała niedawno (sierpień albo wrzesień) koncert w Polsce (nie mogłem na niego dotrzeć 🙁 Niestety, został on słabo rozreklamowany.
    Jeśli będę coś wiedział o ciekawych koncertach, natychmiast napiszę o tym na blogu.
    Ogromną przyjemność sprawił mi wpis Aleksandra. Dziękuję!!! Oczywiście, że z wielką ochotą sięgnę po „Tales from…”. I obiecuję, że będzie więcej. Taki jest cel tego bloga (blogu?)Ostatnio trochę się zaniedbałem wpisowo, ale dziś i jutro to nadrobię 🙂 Serdecznie Pana pozdrawiam i zachęcam do dyskusji i komentarzy!
    Zgadzam się z wrażeniami PAK, co do wykonań Wielkiej Mszy h-moll i zagubienia McCreesha, które trochę słychać i w nagraniu Pasji Mateuszowej i Wielkiej Mszy c-moll Mozarta oraz Nieszporów 1610 Monteverdiego.

  6. Tomasz Kowalski pisze:

    Trwa II edycja konkursu na Blogera 2007 Roku. Będziemy zaszczyceni, jeśli zechce Pan wziąć w nim udział. Formularz rejestracyjny widnieje na stronie http://www.wiadomosci24.pl/blog_konkurs. Bloger 2007 Roku zostanie wybrany przez kapitułę, którą tworzą uczestnicy konkursu!

    Nagrody wręczymy także w kartegoriach: Polityka, Kultura i media, Życie, Internet i technologie oraz Fotoblog.

    Termin przyjmowania zgłoszeń mija 17 stycznia, do 31 stycznia będzie można oddawać głosy na przedstawione propozycje. Ogłoszenie wyników nastąpi na uroczystej Gali Finałowej w dniu 7 lutego.

    http://www.wiadomości24.pl

Dodaj komentarz