Wielka i małe msze Bacha

Komentarz PAK-a sprowokował mnie do uczynienia jeszcze jednego wpisu poświęconego Bachowi. Wymienialiśmy Gardinera, Koopmana, Herrewegha, Riffkina, Suzukiego i ich wykonania Wielkiej Mszy h-moll. Można jeszcze do tej listy dorzucić nagranie „pod Papugą” ;-), czyli w interpretacji Andrew Parrotta. Ciekawe, bo w pojedynczej obsadzie i z udziałem niezapomnianej Emmy Kirkby. Ma ono jednak swoje minusy, choćby nieprzekonujący głos chłopca w partii altowej.
Chciałbym w tym momencie miłośników granego z werwą Bacha zachęcić do sięgnięcia po dość świeżą (bo wydaną w tym roku) płytę (a właściwie 2CD) pt. „Missae Breves”, zawierającą cztery krótkie (małe?, składające się tylko z Kyrie i Gloria) msze J.S. Bacha. Wykonuje je Cantus Coelln pod kierownictwem Konrada Junghaenela. Ten dyrygent (i lutnista) znany jest miłośnikom baroku, bo to „średnia gwardia” stylowego wykonawstwa muzyki dawnej („średnia”, gdyż do „starej” zaliczam pionierów: Gustava Leonhardta i Nicolausa Harnoncourta). Płyta jest naprawdę świetna. Wspaniale gra kapela, imponująco śpiewają soliści i chór (podwójna obsada, czyli po dwie osoby w głosie, co zapewnia klarowność). Moje ulubione części to Gloria z Mszy A-dur (napisane zgodnie z zasadą szybko-wolno- szybk0 😉 W ogóle msza ta zaskakuje swoistą lekkością. Można by ją pomyłkowo wziąć za dzieło Mozarta. Nie wiem, czy wiedeński kompozytor poznał akurat małe msze Bacha (po podobno inne dzieła lipskiego kantora tak), ale skojarzenia są nieuniknione. Piękne jest też Kyrie z Mszy g-moll. Jednym słowem: polecam i gwarantuję, że się Państwo nawet przez chwilę nie będą nudzić. Junghaenel pokazuje lwi pazur a zespół ma doprawdy świetny.
W ten sposób Cantus Coelln udowodnił, że nawet do „oklepanego” repertuaru można nadal wnieść coś nowego. Także Herreweghe nagrał kiedyś małe msze Bacha, ale w porównaniu z Junghaenelem wieje z nich nudą. Bardzo podobne wrażenia odniosłem, gdy przed laty zestawiałem brawurowe wykonanie Bachowskich Motetów właśnie pod dyrekcją Junghaenela (m.in. wirtuozowskie „Singet dem Herrn ein neues Lied”) z interpretacją Herrewegha.
Miałem już wystukać na klawiaturze „no to na razie tyle o Bachu”, ale przyszła mi do głowy jeszcze jedna rzecz. Krótką Mszę F-dur Bacha nagrał również Paul McCreesh na płycie „Epiphany Mass” (dwa CD zawierające pełną – włącznie z kazaniem! – rekonstrukcję nabożeństwa na święto Trzech Króli w Lipsku ok. 1740 roku). Mimo moich zachwytów nad Junghaenelem, muszę przyznać, że wykonanie Brytyjczyka jest jeszcze bardziej energetyczne. Aż się chce podskakiwać, czyli czysty barok&roll 🙂 .
To tyle (na razie) o Bachu. Jutro powracam do Lislevanda i klimatów Krysiowych.

Wpis “Wielka i małe msze Bacha” skomentowano 3 razy

  1. miasto-masa-maszyna pisze:

    Ja te msze mam i lubię w dość starym i nieHIPowym nagraniu Schreiera. Naprawdę, nie zasługują na określenie „małe”. Nie pod względem muzycznym 🙂

  2. Marcin Rotkiewicz pisze:

    To prawda, to pod względem muzycznym wcale nie są „małe” msze. Jeśli lubi je Pan, to tym bardziej sugeruję sięgnięcie po płytę. Tu można posłuchać dwóch fragmentów: http://harmoniamundi.com/uk/album_fiche.php?album_id=1169
    Pozdrawiam
    MR

  3. PAK pisze:

    Bardzo dziękuję za polecenie płyty! Wydawało mi się, że te msze znam (Herreweghe… i w czyimś jeszcze wykonaniu mam, oczywiście McCreesh z „Epiphany Mass”, może jeszcze Purcell Quartet) i… nie były złe, ale też nie znalazłem w nich tego czegoś, by się specjalnie nimi fascynować. A tu Junghanell dobry, no, no 😉 (Ja się uśmiecham, ale rekomendację zapamiętuję do… do czasu aż mnie na jakikolwiek zakup będzie stać, niestety 🙁 )

    PS. A McCreesh jednak ciął. Kazanie ma u niego tylko coś około 5 minut, a wiadomo, że oryginalnie trwało godzinę… 😉

Dodaj komentarz