Jesienna odtrutka

codex.jpg„Santiago de Murcia. Codex” to jedna z tych płyt, które bez wahania zabrałbym na bezludną wyspę. Wziąłem ją kiedyś na wakacje do Toskanii. Pamiętam doskonale jak pewnego dnia leżałem sobie na trawie z kieliszkiem wina, patrzyłem na dolinę i zarysy położonego na wzgórzu miasteczka Montepulciano, świeciło słońce i nic tak wspaniale nie dopełniało tej rajskiej chwili, jak właśnie muzyka de Murcii. Ona jest kwintesencją śródziemnomorskich klimatów. Gdy dopada mnie jesienno-zimowo-wiosenny smutek, a dzieje się tak nierzadko, to natychmiast wkładam ją do odtwarzacza i od razu w sercu robi się cieplej.
Jest to jedna z najlepszych płyt w dorobku Rolfa Lislevanda i jego zespołu „Ensemble Kapsberger”. Znajdują się na niej tańce zapisane ok. 1730 roku przez hiszpańskiego kompozytora i gitarzystę (uczył gry na tym instrumencie hiszpańską królową) Santiago de Murcię w tzw. „Saldivar Codex nr 4”. Pochodzą one z różnych rejonów geograficznych – Półwyspu Iberyjskiego, Włoch, Ameryki Południowej a nawet zachodnich wybrzeży Afryki.
Być może dlatego Lislevand zebrał do tego nagrania wykonawców z różnych stron świata. Dużo jest na tej płycie improwizacji, sporo instrumentów perkusyjnych i przewodząca wszystkiemu gitara barokowa. Trudno dobrze oddać słowami klimat tej płyty – jest i ogniście (fandango, folie, taranelle) i nostalgicznie, ale zawsze słonecznie i błogo. A przede wszystkim, mimo upływu setek lat, muzyka jest żywa i świetnie zrozumiała. Zasługa to Lislevanda i jego zespołu. Wiele bym dał za możliwość posłuchania „Ensemble Kapsberger” na żywo. Najlepiej gdzieś w Toskanii… Rozmarzyłem się. Podsumowując: kto o tej porze roku cierpi, podobnie jak ja, z powodu niedoboru światła, niech koniecznie po nią sięgnie. Wyleczenie gwarantowane!

Wpis “Jesienna odtrutka” skomentowano 6 razy

  1. PAK pisze:

    I kolejna płyta do kupienia? 😉 Już trochę się ich nazbierało, zwłaszcza że jestem po lekturze zaległego artykułu (z Goldberga) o gitarze barokowej, a że moje zainteresowania sięgają i późniejszych czasów to i Mozart znajduje się na indeksie (płyt wymarzonych).

    Sam zamiast muzyki wybrałem jako odtrutkę spacer.

  2. Anna Kalejta pisze:

    Jako że dopadła mnie jesienna melancholia, która męczy i wierci chyba zapoznam się z tym krążkiem i zaistnieje szansa, że się w końcu uśmiechnę…

  3. Hoko pisze:

    Może być i w Toskani, chociaż ja wolałbym ich słuchać na Wyspach Kanaryjskich… 😀

  4. PAK pisze:

    A ja właśnie posłuchałem „Dixit Dominus” Handla pod Hengelbrockiem. To nie jest moje ulubione wykonanie, ale… barock&rollowe 🙂

  5. Marcin Rotkiewicz pisze:

    Nagrania „Dixit Dominus” pod Hengelbrockiem nie znam, ale fragmenty, których posłuchałem w internecie, zapowiadają ciekawe wykonanie. Bardzo lubię nagranie „Dixit…” Andrew Parrotta na płycie „Carmelite Vespres 1707”. Stare, ale jare!

  6. PAK pisze:

    Z Parrottem mam ten problem, że ‚przyszedł za wcześnie’. Nie doceniłem jego „Niesporów Karmelitańskich”. „Dixit Dominus” odkryłem dopiero dzięki (nowszemu) nagraniu Gardinera — do dzisiaj mojemu ulubionemu. Ale i Parrot t się na półce odnalazł.

Dodaj komentarz