Ściemniacz Kennedy


Chodzi oczywiście o Nigela Kennedy’ego. Osobiście nic do niego nie mam – zapewne to bardzo sympatyczny człowiek. Natomiast nie podoba mi się jego muzyczny wizerunek. Ale zacznijmy od początku, czyli blogu Doroty Szwarcman. Zadała ona pytanie: co sądzimy o kontrowersyjnej okładce najnowszej płyty Kennedy’ego zatytułowanej „Polish Spirit”. Otóż nie obraża ona ani mojej polskości (bo i IV RP mamy już na szczęście za sobą) ani moich gustów estetycznych. Uznałbym ją nawet za całkiem dowcipną. Z Kennedym mam jednak na pieńku od czasu nagrania przez niego „Czterech pór roku” Vivaldiego. Jak pisze dzisiejsza „Gazeta Wyborcza”, Nigel trafił dzięki niej do Księgi Rekordów Guinnessa, bo sprzedał w ciągu pół roku dwa miliony egzemplarzy. Skąd ten oszołamiający sukces? Otóż w lud poszedł taki oto przekaz: super wyluzowany skrzypek z irokezem na głowie nagrał Vivaldiego tak, jak do tej pory skostniali muzycy klasyczni nie potrafili – z werwą, fantazją, czadem, polotem itp. itd. Słowem: genialne. Otóż nic bardziej mylnego. Nie wystarczy bowiem ekscentryczność, by być barok&rollowcem.
Przypomina mi się tym momencie historia sprzed paru miesięcy. Dwójka moich znajomych, wiedząc, iż mam pokaźny zbiór CD z klasyką, zwróciła się z prośbą, czy nie pożyczyłbym im „Czterech pór roku”. Oczywiście byli przekonani, że mam na półce Kennedy’ego, bo przecież tyle o nim słyszeli i na pewno taki muzyczny świr jak ja dawno już je kupił. Owszem, kupiłem, ale specjalnie dla nich. Chciałem bowiem przeprowadzić pewien eksperyment. Powiedziałem im mianowcie: pożyczycie sobie, ale pod warunkiem, że najpierw dla porównania wysłuchacie u mnie jeszcze jednego nagrania: ze skrzypkiem Giuliano Carmignolą i Venice Baroque Orchestra w rolach głównych. I co się okazało? Nawet nie rozsmakowani w muzyce klasycznej ludzie już przy pierwszym odsłuchu byli w stanie odczuć różnicę. Nie subtelną, ale różnicę klas dzielącą obydwa wykonania. Znajomi wybrali oczywiście Carmignolę.
I trudno się dziwić. To nagranie jest jednym z najwspanialszych wykonań muzyki dawnej, jakie dane mi było poznać. Powiem tylko tyle: dzięki Carmignoli zacząłem ponownie i to dosyć często słuchać „Czterech pór roku”, choć trudno sobie wyobrazić bardziej zgrany utwór (może poza „Eine kleine Nachtmusik” Mozarta). Przez pewien czas myślałem nawet, że tak pięknie, z taką dynamiką, frazowaniem i w szaleńczych tempach da się nagrać ten utwór tylko w studio dzięki wielokrotnym powtórkom. Jednak miałem później okazję posłuchać na żywo Carmignoli w Filharmonii Narodowej. Na bis zagrał niektóre części „Czterech pór…”. Chyba nigdy nie widziałem takiego szału na widowni w szacownych murach FN. No a poza tym włoski skrzypek (i Venice Baroque Orchestra) grał identycznie jak na płycie. Czegoś takiego w życiu nie widziałem i nie słyszałem!
Dlatego szaleństwo na punkcie wykonania Kennedy’ego jest dla mnie dowodem, iż nawet w muzyce klasycznej sprawny marketing potrafi wykreować rzekomą gwiazdę. Szlag mnie trafia, jak słucham ostatnio w radio reklamówek nagrań i koncertów Kennedy’ego, w których pada sformułowanie „genialny skrzypek”. Może jestem dla niego zbyt surowy, bo nie znam jego nagrań poza Vivaldim. Być może płyta „Polish Spirit” jest świetna. Jedno jest jednak pewne: Nigel jako skrzypek grający muzykę dawną jest słaby. Aura otaczająca jego nagranie „Czterech pór roku” to marketingowa ściema, na którą dało się nabrać mnóstwo ludzi. A kto mi nie wierzy, niech posłucha Carmignoli i porówna z Kennedym!

Wpis “Ściemniacz Kennedy” skomentowano 37 razy

  1. miasto-masa-maszyna pisze:

    Nie „szlak”, tylko „szlag”. Z niemieckiego „Schlag” – uderzenie, udar, apopleksja.

    Pozdr
    Czepialski.

  2. Aleksander pisze:

    a Stanienda + Leopoldinum? nie wiem, jakby to było dziś, ale wtedy gdy ta płyta się ukazała (jedna z pierwszych CD w domu), powaliła mnie na kolana. Carmignoli poszukam z pewnością, ale z chęcią zestawiłbym go ze Staniendą właśnie…

    przy okazji, parę lat temu TVP puszczała w ramach przerywnika, wypełniacza między programami coś na kształt teledysku z jedną z części „Zimy” z „Czterech pór…”. czarno-biały klip – fragmenty zimowych, miastowych impresji przetykane ujęciami zespołu wykonującego utwór. byli to w większości młodzi ludzie, na twarzach i w zachowaniu których było widać pasję i radość nie mniejszą niż u kapel rockowych przed wielotysięczną widownią… pasję tę słychać też było w samej muzyce. czy może wie Pan (lub inni czytający/komentujący) co to był za zespół, czy wydali płytę? byłbym wdzięczny za info.
    pozdrawiam serdecznie,
    A.

  3. Ateista pisze:

    Witam,
    Z racji moich zainteresowań lepiej znam jazzowe produkcje Kennedy’ego. Kiedy wysłuchałem płyty „Blue Note Sessions”, na której towarzyszą mu wybitni jazzmani (m.in. Ron Carter, Jack DeJohnette, John Lovano), pomyślałem, że przynajmniej „Cztery pory roku” potrafi porządnie zagrać. Teraz okazuje się, że też nie 🙂
    Natomiast na pewno wyróżnia się jako artysta, który przenosi techniki marketingowe pop-kultury do muzyki poważnej. Chyba nikt przed nim tego nie robił na taką skalę. Myślę, że w tej dziedzinie Kennedy ma zasługi niekwestionowane.
    Ale może nie jesteśmy kompetentni, żeby oceniać całość dorobku Kennedy’ego – Pan nie zna jego nagrań poza Vivaldim, ja znam głównie jego nagrania jazzowe. A więc jest nadzieja, że osiągnięcia Kennedy’ego w jakimś innym obszarze muzycznym uzasadniają jego sławę, pozycję i prestiż.

    Pozdrawiam,
    JB

  4. Marcin Rotkiewicz pisze:

    Oczywiście, że szlag a nie szlak 🙂 . Dzięki M-M-M za zwrócenie uwagi. Niestety, z rozpędu popełnia się czasami głupie błędy.

  5. PAK pisze:

    W internecie kiedyś prezentowano ‚klipy’ z Czterech Pór roku w wykonaniu Il Giardino Armonico. Ale nie wiem czy to te. W każdym razie też świetne wykonanie.

    Kennedy’ego nie słuchałem, ale też szczerze mówiąc nie widzę go w Vivaldim. Obok Carmingoli chwali się również wykonanie Concerto Italiano pod Alessandrinim, ale to nie jest wykonanie ‚skrzypkocentryczne’, że tak się wyrażę, więc niezupełnie pasujące do porównań skrzypków.

  6. PAK pisze:

    PS.
    Klipy były czarnobiałe, ale nie pamiętam ‚Zimy’.

  7. letom pisze:

    Faktycznie – głupie błędy…
    Widać można „trąbić” o kimś, że jest artystycznym ściemniaczem (zerem?), w oparciu o ‚Cztery pory roku’ Vivaldiego, bez wsłuchania się w inne wykonania (jest tego sporo, wystarczy poszperać w dobrych sklepach muzycznych). Obiecuję, że postaram się odsłuchać Marcina Rotkiewicza (kto to taki?, ach!, już wiem – krytyk muzyczny z ciętym piórem, które sadzi ‚głupie błędy’).

    Że się czepiam? No cóż, nie każdy może być Carmignolą, który gra na żywo, jak na płycie. Trudno też, jak widać, pisać bezbłędnie. Zapewne wybaczyłbym, gdyby Autor zapuścił irokeza 🙂

  8. Marcin Rotkiewicz pisze:

    Tak, zgadzam się jak najbardziej: wykonanie Il Giardino Armonico jest bardzo dobre, jak również Concerto Italiano. Ciekawe jest także nagranie Fabio Biondiego z Europa Galante. Dla mnie jednak Carmignola pozostaje „the best”.
    Co do uwag LETOM: nie popełnia błędów tylko ten, kto nic nie robi – stare, ale jare porzekadło… Nie twierdziłem i nie twierdzę, że Kennedy jest muzycznym zerem. Zapewne w innym repertuarze spisuje się świetnie, choć po jego nagranie utworów Bacha na pewno nie sięgnę.
    Wykonanie Vivaldiego jest po prostu słabe i niesamowite dla mnie pozostaje to, że właśnie takie nagranie obrosło legendą, zrobiło furorę i rozpoczęło wielką karierę Kennedy’ego.
    Przykro mi, ale irokeza nie zapuszczę 😉

  9. PAK pisze:

    Letomie:
    Wybacz, ale autor napisał to, co wie każdy kto lubi muzykę barokową. Kennedy to nie ta stylistyka. To gorzej, niż Sting śpiewający Dowlanda. (Bo jednak Sting na Dowlanda pomysł miał i płyta w gruncie rzeczy jest przyjemna.) A jeśli nie ta stylistyka, to na czym polega fenomen, że płyta średnia sprzedaje się tak dobrze? Jak dla mnie polega na kupowaniu wizerunku Kennedy’ego. A w tym konkretnym przypadku wizerunek zabawnie nie pasuje do treści.

  10. Hoko pisze:

    Jeśli o „Cztery pory roku” idzie to ja stawiam na pierwsze nagranie Europa Galante 🙂 A Kennedy tylko w muzyce na jego skrzypce…

  11. latarnik pisze:

    Z tego wszystkiego wynika, ze chyba jednak w niczym nie jest genialny, ja znam go glownie z albumu, na ktorym zabral sie za tworczosc The Doors i bylo to po prostu zenujace. Fajerwerki skrzypcowe w niczym nie pasujace do oryginalu i nie proponujace nic ciekawego w zamian.
    Slyszalem tez jego plyte nagrana razem z Kroke , ale i tam najlepsze utwory to te, na ktorych jest go malo („Ajde Jano”).
    Ale jesli nagral cos, co jednak jest warte sluchania to… do trzech razy sztuka!
    A okladka „Polish Spirit” nie powinna nas obrazac, bo jest po prostu wyrazem angielskich gustow. Kudy nam, Polakom, do angielskiego pijanstwa…

  12. Marcin Rotkiewicz pisze:

    Aleksandrze, nie znam tych czarno białych filmów pokazywanych w telewizji. Natomiast na YouTube znalazłem lato z Czterech Pór w wykonaniu Carmignoli. Warto obejrzeć i posłuchać: http://pl.youtube.com/watch?v=M_vvecNmvCg Warto dla porównania puścić sobie Kennedy’ego: http://pl.youtube.com/watch?v=3dct8n7y2Y4
    A Latarnik ma rację, daleko nam do pijaństwa, przynajmniej niektórych, Anglików. Ale nie ma też co uogólniać 😉
    Pozdrawiam

  13. J pisze:

    Dawno nie słuchałem Kennedy’ego, dziękuje za jego przypomnienie. Szczególnie podobał mi się jeden utwór, który kojarzę z polnym pejzażem i stepującym końmi 😉

  14. Witold pisze:

    Co jest w tym naszym narodzie,ze jesli ktos sprzeda milion plyt to musi byc natychmiast sponiewierany i opluty nawet jesli wyszedl spod skrzydel Yehudi Menuhina?
    Carmingola mial wiecej szczescia,bo jak slychac nie udalo mu sie osiagnac sukcesu komercyjnego.
    No coz!Polecam „Vivaldi II” z Berlinskimi Filharmonikami.Plyta ta nie odniosla takiego sukcesu jak pierwsza to moze znajdzie uznanie w Waszych uszach.

  15. Marcin Rotkiewicz pisze:

    Nic takiego nie jest w naszym narodzie. Po prostu warto zwrócić uwagę, że mimo iż płyta Kennedy’ego tak świetnie się sprzedała są lepsze nagrania, które mogą dostarczyć słuchaczowi znacznie więcej przyjemności z obcowania z muzyką Vivaldiego. I tyle. Poza tym sukces komercyjny chyba nie jest najlepszą miarą wartości artystycznej…

  16. Witold pisze:

    Carmingola i Kennedy to jest profesor(doslownie) i rebeliant.Zaden z nich nie zasluzyl na to,aby wyrazac sie o nim lekcewazaco.Wiadomo,ze Nigel Kennedy jest „mezczyzna po przejsciach”.Sluchajac jego trzeba i to miec gdzies na koncu glowy.
    Ja tez bylem wsciekly(a z drugiej strony jednak zadowolony) kiedy moglem kupic w supermarkecie za uwaga! 5 Euro Giuliano Carmignole 2CD z kompletem koncertow skrzypcowych Mozarta.

  17. Jarosław pisze:

    Dorzucę i swoją opienię. Dla mnie najpiękniejsze i mistrzowskie było, niestety już tego nie przeżyjemy na żywo, wykonanie Konstantego A. Kulki z orkiestrą kameralną pod batutą Karola Teutcha. Może waży przypadająca mi do gustu estetyka tego wykonania?
    Panie Witoldzie, nie tylko Nigel jest po przejściach. Nie ma co go rozgrzeszać za braki warsztatowe i zbyt częste chodzenia na łatwiznę. Między innymi Menuchin i Heifetz tez mieli różne przejścia.
    Pozdrawiam wszystkich miłośników dobrej muzyki.

  18. Max pisze:

    Kennedy ma wspanialy dar trafiania do mas. A jak duzo Polakow slucha muzyki? Jak wypelniaja sie sale koncertowe? Dzieki Kennedy’emu muzyka klasyczna ma wielu nowych sluchaczy, nie tylko snobow, ale takze tak zwanych fanow z ulicy. Piekny wywiad z Igorem Strawinskim zarejestrowany na czarno bialym filmie w latach szescdziesiatych konczy sie scena w restauracji w Nowym Jorku, gdy kompozytor zamawia kieliszek polskiej wodki.

  19. Dorota Szwarcman pisze:

    No to wypada, żebym i ja coś dodała…
    Nigdy nie ceniłam „Pór” Nigela. Ale trudno o nim – rzeczywiście, Marcinie – mówić, jeśli tylko to się słyszało. Facet jest niestety niewolnikiem własnego temperamentu (choć marketingu, jak sama pisałam, też w nim niemało) i jak go ponosi, bałagani okropnie. Ale jak po prostu gra – to całkiem inna sprawa. Pamiętam, jak wysłuchałam Koncertu Elgara (nie znoszę, nudzi mnie śmiertelnie) – z zapartym tchem. On, wbrew pozorom, jest najlepszy w muzyce śpiewnej, powolnej, wtedy się uspokaja i upięknia swój dźwięk.
    Fajnie też gra np. duety Bartóka (słyszałam w różnych zestawach, na żywo). Widziałam go też w akcji, kiedy improwizował na jazzowo z Krzesimirem Dębskim. Czy improwizuje się lepiej, czy gorzej – zależy od dnia. Wtedy był fantastyczny.
    On jest po prostu nierówny. Ale utalentowany bez wątpienia, choć nieźle to czasem ukrywa 🙂

  20. Marcin Rotkiewicz pisze:

    Doroto, no właśnie dlatego poczyniłem zastrzeżenie, że piszę wyłącznie o jego interpretacji Vivaldiego, która po prostu jest słaba. Nigdzie nie użyłem sformułowania, że Kennedy to fatalny skrzypek. Wierzę Ci, że jego interpretacje Elgara i Bartoka są świetna. Zapewne płyta „Polish spirit” też jest dobra a Kennedy świetnie spisuje się w jazzie. Denerwuje mnie natomiast kreowanie go na geniusza i wrzawa rozpętana wokół „Czterech pór roku”.
    Maxie – być może Kennedy ma zasługi w rozpropagowywaniu klasyki, choć nie słyszałem, by po sukcesie „Czterech pór” znacząco wzrosła u nas jej sprzedaż. Ale zgoda, dobre i to, że 2 mln egzemplarzy Vivaldiego (choć liczba ta odnosi się do całego świata) trafiło pod strzechy. Czy powinno to mieć wpływ na moją ocenę, skoro znam o wiele lepsze nagrania?

  21. eurointernauta pisze:

    Nigel wygląda na osobę postępową. Ale Vivaldi był klechą. Nawer jeśli był mało pobożny,to należał do tej samej czarnej mafii,co Rydzyk. Skądinąd europejska i postępowa redaktorka Szwarcman nie popisała się konsekwencją,przyjmując od reżimu PiS medal. To duże rozczarowanie,że ktoś o jednoznacznie antyfaszystowskich poglądach jednak uległ. Cóż,w tym światku muzycznym gorsze rzeczy się zdarzały – np. Elisabeth Schwarzkopf zapisała się do NSDAP.

  22. cb pisze:

    Posłuchałem sobie Waszych rekomendacji… i napiszę pare słów od siebie.
    Przede wszystkim bardzo dziękuję za tę dyskusję.

    Cóż, nie nosi sie drewna do lasu, a to właśnie zrobił Kennedy… w ogóle szkoda słów.

    Carmignola/Venice Baroque Orchestra – wspaniałe, porywające, bezbłędne, nieprawdopodobne, wielkie, wielkie i jeszcze raz wielkie wykonanie. Jedyne co mógłbym mu zarzucić to pewne drobne spłycenie… ale którz słuchając tej cudownej interpretacji z wielką przyjemnością nie zaakceptuje tego wszystkiego co niejako oferuje?
    Tacy jak Carmignola musza rodzić się raz na kilkadziesiąt lat co najmniej.
    Wielka, wspaniała, urzekająca interpretacja.

    Będę wdzięczny za podpowiedź czyje jest to wykonanie:
    http://pop.youtube.com/watch?v=KLoSk1pkEOw ?

    Pozdrawiam.

  23. cb pisze:

    … co niejako oferuje w zamian? 🙂

  24. marcin.rotkiewicz pisze:

    Niestety, nie rozpoznaję tego wykonania. Tempo jest bardzo wolne; podejrzewam też, że nie jest to wykonanie na intrumentach barokowych (przy słabszej jakości dźwięku nie jestem jednak tego w 100 proc. pewien, ale skrzyce zawodzą jakoś tak współcześnie); zdecydowanie więc polecam po raz kolejny Carmignole – o wiele, wiele ciekawsza interpretacja tej części… I serdecznie pozdrawiam.

  25. zofia pisze:

    Bardzo się cieszę że trefiłam na Pana blog .Kocham muzykę skrzypiec. Moja opinie może nie będzie profesjonalna ale będzie emocjonalna. Otóż jest coś co przemawia zdecydowanie za wykonaniem Nigela. Proszę przeprowadzić test. .. Zaprosić na kolację z dobrym winem i np świecami kogoś dla Pana bliskiego i puścić płytę z Porami roku.. w wykonaniu Naigela . Po kilu dniach dniach powtórzyć miłą tę czynność przy tej samej muzyce w innym wykonaniu.Wnioski pozostawiam Panu. Chyba że.. oceniamy wykonanie koncertu na np. konkursie““““Vivaldiego ale to juz inna opowieść . Nie można porównywać w ten sposó, to zupełnie coś innego . Pozdrawiam.

  26. Marcin Rotkiewicz pisze:

    A ja się bardzo cieszę, że zechciała Pani zajrzeć na mój blog. Co do Kennedy’ego, to pozostanę przy swoim zdaniu – zdecydowanie wolę interpretację Carmignoli. Podczas romantycznej kolacji przy świecach i dobrym winie na pewno puściłbym płytę właśnie w wykonaniu Włocha. Choćby z powodu znacznie subtelniejszego i przyjemnego dźwięku barkowowych skrzypiec – choć oczywiście nie to jest najważniejsze. Ale jak sama Pania napisała, w odbiorze muzyki liczą się przede wszystkim emocje, więc jeśli woli Pani Kennedy’ego, to jestem w stanie to zrozumieć. Najważniejsze bowiem jest to, co nam w duszy gra. Serdecznie pozdrawiam.

  27. zofia pisze:

    Proszę wykonać eksperyment a potem podyskutujemy . pozdrawiam

  28. Musicavocale pisze:

    Giuliano Carmignola & Co. wymiatają aż miło 🙂 Nie spodziewałam się, że można jeszcze zagrać „Cztery pory roku” z taką świeżością! Odbiór, jakbym słyszała je po raz pierwszy!

  29. Wielki Wódz pisze:

    Dlaczego tu wcześniej nie trafiłem? Błąd. Zacząłem od początku, przeczytam całe archiwum, obiecuję. Komentarze też.
    A skoro jesteśmy przy katowaniu Vivaldiego… Cóż, przed chwilą posłuchałem sobie inkryminowane nagranie i nie wiem dlaczego przypomniała mi się wczesna młodość i odcinek „Muppet Show”, w którym Gonzo grał na skrzypcach zrywając jednocześnie pomidory z krzaka, na co starcy z loży zareagowali sarkastycznie. To było za wczesnego Gierka, dziś Gonzo mógłby sprzedać parę milionów płyt. I tyle w sprawie genialnego Nigela, bo szkoda czasu.
    Zgłoszę jeszcze zdanie odrębne w kwestii the best wykonania „Czterech pór roku”. Mogę? W zimie 1985 roku słyszałem w ś.p. programie IV PR, jak gra Academy of Ancient Music. Było późno, trzeba było iść spać, włączyłem radio i pomyślałem coś w rodzaju „Jezu, znów Vivaldi, za co?” (trzeba wiedzieć, że wtedy straszył w tej branży mistrz Maksymiuk, a on potrafi obrzydzić, oj potrafi; że nie wspomnę o filharmonikach radzieckich…), a po 40 i paru minutach wróciłem do rzeczywistości, lekko zdrętwiały, bo jakoś zapomniałem o poruszaniu się. Żeby nie było, że to jakieś sentymenty z młodości – parę lat temu nabyłem wreszcie tę płytę (wydanie z 1984, chyba pierwszy CD tego zespołu, z takimi czterema okrągłymi miniaturkami na okładce) i nadal uważam nagranie za kanoniczne. Takie jak trzeba pod każdym względem. Ma jedną wadę: w eksperymencie, jaki tu zaproponowała Zofia, nie ma szans. Do kolacji z winem i tymi innymi rzeczami lepiej się nadaje lekko przybrudzający Cygan skrzypek (chyba, że to ja miałbym być zaproszony). Ale miałem zostawić Nigela w spokoju…
    To jeszcze tylko zasygnalizuję miłośnikom klimatów zupełnie hardcorowych, że niedawno „Cztery pory” nagrał Sigiswald Kuijken ze swoimi. Jest to wersja, jakby to powiedzieć, siermiężna i razowa. Niech będzie minimalistyczna. Ale to dobrze, podoba mi się. Pewnie tak to brzmiało w wykonaniu panien z weneckiego sierocińca. No, może trochę gorzej 😉
    Na początek wystarczy, biorę się powoli za czytanie. Dziękuję Marcinie, że powołałeś takie coś do życia. Nie wpuszczaj audiofilów, a będzie dobrze 😉
    Pozdrawiam bardzo.

  30. zofia pisze:

    do w. wodza! no jak jesteś przybrudzonym cyganem, to kto wie.. może..Mam pytanie ,a kto to jest niby audiofilem czyżby ja?Pan Marcin i tak nie ma zbyt wielu czytelników, no chyba że są to wielcy wodzowie albo wozakowie albo cos tam..Może ja lubię tego typu muzykę.. tak zwyczajnie do kotleta ?..jak se grajom hej!!

  31. zofia pisze:

    No tak . Pan Marcin będzie wpuszczał tylko Wielkich ..a ja cóż tylko 158.

  32. marcin.rotkiewicz pisze:

    Nie, nie wpuszczam tylko „Wielkich”, Pani Zofio. Po prostu muszę ręcznie akceptować wszystkie komentarze ze względu na zalew spamu. I jak mam parę dni przerwy w dostępie do internetu, to pojawiają się opóźnienia, za które z góry bardzo serdecznie przepraszam Panią i wszystkich wpisujących się.
    Serdecznie pozdrawiam

  33. Wielki Wódz pisze:

    Co ja poradzę, żem urósł? Za późno zacząłem palić 😉 Ale chciałem tylko wyjaśnić, zanim mnie dorwą Szwadrony Politycznej Poprawności, że „brudzenie” w kontekście gry na skrzypcach nie ma żadnego związku z higieną instrumentalisty. Tak w czasach dawnych, dzikich, niepoprawnych politycznie nazywaliśmy manierę polegającą na notorycznie nieprecyzyjnej intonacji, charakterystyczną dla wykonawców tzw. ludowych, a więc i Cyganów. Zatem brudzić może także skrzypek domyty bez zarzutu. Jeśli kogoś użyciem tego żargonowego i prymitywnego terminu uraziłem – przepraszam i wyrażam skruchę. 🙁

  34. noni pisze:

    Chciałam pogratulować wyjazdu do USA. Dzisiaj o tym przeczytałam w Waszej gazecie….Poczułam, że mam rumieńce ze wstydu. Za siebie i swoje lenistwo. Muszę się przyznać że czytając krótki Pana życiorys pomyślałam że mógł być mój taki sam.Tak chciałam, ale poszłam inną drogą..Mam już mało czasu ale może uda mi się zrealizować inne marzenie .Zobaczymy. Zastanawia mnie tylko , jak ja tutaj trafiłam ..a może po to żeby przypomnieć sobie …Pozdrawiam i życzę udanego pobytu za morzem..

  35. marcin.rotkiewicz pisze:

    Bardzo dziękuję za gratulacje. Jest mi ogromnie miło! Natomiast proszę niczego nie żałować. Na pewno jest Pani wspaniałą osobą i uda się Pani zrealizować marzenia. Na nie nigdy nie jest za późno. A lenistwo też jest czasami potrzebne. Proszę spojrzeć, jak dawno nie napisałem niczego na moim blogu 😉 Muszę się wziąć do roboty, ale odpoczynek też mi się nieleżał. Tak to sobie tłumaczę. Bardzo serdecznie pozdrawiam i trzymam kciuki za Pani marzenia 🙂

  36. zofia pisze:

    do W. W ..ależ mój panie, ja o higienie nic nie pisałam i bardzo dobrze zrozumiałam. Precyzja potrzebna jest tylko chirurgowi, aptekarzowi i w nasa, reszcie możemy darować . Co do wzrostu to jest dla mnie pewna nadzieja. Pan Bendyk pisał ostatnio o nogach do wymiany . Więc kto wie…

  37. noni pisze:

    Pan Marcin faktycznie zaniedbał blog i nie pisze, ale muzyka ma to do siebie że się nie starzeje..i może poczekać. Co do mojej wspaniałości to mam pewne obawy że nie jest prawie wcale wspaniała. Żałować też nie mam czego, stwierdzam tylko fakt. Moje życie jest jedyne i niepowtarzalne bo moje i jednorazowe. Nie wierzę w reinkarnacje a więc cóż mi pozostaje,. cieszyć sie z tego co mi darowano. A MARZENIA zwykle mi się spełniają, problem polega tylko na tym że dzieje się to w nieodpowiednim czasie… Chciałam jednak napisać coś miłego ..słowa które Pan do mnie napisał zachowam jak cenny skarb od człowieka, bo coraz rzadziej spotyka się ludzi w śród ludzi..

Dodaj komentarz