Aromatyczny pół-Księżyc

aromates1.jpg

Tym razem będzie orientalnie. A dokładnie arabsko-andaluzyjsko. Wiem, wiem, sam obiecywałem pisać wyłącznie o barok&rollu, ale z powodu pewnej płyty nie mogę się powstrzymać. Tym bardziej, że po emocjach związanych z Nigelem Kennedym potrzeba mi było jakiegoś kojącego tematu :).
Pisałem niedawno o upadłym wydawnictwie fonograficznym Alpha, które przez ostatnie lata raczyło nas wspaniałymi odkryciami muzycznymi. Świetnym pomysłem Alphy była między innymi seria „Les chants de la terre” w charakterystycznych białych okładkach, zawierająca rozmaite ciekawe nagrania… no właśnie, nie wiem, jak je dobrze nazwać: muzyki świata, folku? Trudno jednym krótkim sformułowaniem scharakteryzować ten zamysł.
W każdym razie ostatnim tchnieniem „białej Alphy” jest wydana w tym roku płyta zatytułowana „Rayon de Lune” (czyli promień Księżyca) z podtytułem „Muzyka Umajjadów” (Umajjadzi to dynastia kalifów z Damaszku rządząca w VII i VIII wieku) w wykonaniu zespołu Aromates.  Nie jestem częstym „konsumentem” klimatów arabskich, ale ta płyta naprawdę mnie urzekła i dlatego postanowiłem ją zarekomendować barok&rollowcom.
Pomysł szefowej Aromtes, Michele Claude, był taki: wzięła na warsztat tzw. muwashshahaty, czyli andaluzyjskie średniowieczne pieśni opowiadające o miłości, kobietach, naturze i winie 🙂 oparte na bogatej arabskiej tradycji muzycznej. Nie odegrała ich jednak „po bożemu”, czyli jak najwierniej w stosunku do epoki, w której powstały. Wykorzystała bowiem na pierwszy rzut oka zupełnie nie pasujące „instrumentarium” – arabskie rytmy i melodie wygrywają tu m.in. flet poprzeczny, arcylutnia, gitara i skrzypce barokowe oraz kontrabas. Sądząc po nazwach, tylko niektóre instrumenty perkusyjne oddają ducha epoki. Tego typu ryzykowane eksperymenty mogą budzić wątpliwości, jednak tym razem efekt jest naprawdę aromatyczny. Proponuję wysłuchać na próbę pierwszą ścieżkę z płyty zatytułowaną właśnie „Rayon de Lune”: http://www.fugalibera.com/sound.php?id=251&format=mp3

Wpis “Aromatyczny pół-Księżyc” skomentowano 3 razy

  1. bumtarara pisze:

    Widze, ze uporczywie podaza Pan za wykreowanym przez siebie samego toposem „śmierci” Alphy. Nic z tych rzeczy. Walcza o przetrwanie, ale trwaja. Wystarczy wpaść do ich paryskiego sklepu (biuro piętro wyżej) i przekonać się na własne oczy, porozmawiać o realizowanych właśnie nagraniach oraz planach na przyszłość. Atmosfera nie jest może hurra optymistyczna, ale białych flag nikt nie wywiesza. Można też napisać maila, chociaż na odpowiedź czekać będzie trzeba dłużej, o czym lojalnie uprzedzam. Przestrzegam przed braniem na wiarę wszystkiego, co mówią sprzedawcy płyt. Coś o tym wiem. A poza tym zmiana właściciela, nawet w obliczu bankructwa, to jeszcze ani nie bankructwo, ani nie upadek. Tak działa kapitalizm.
    A teraz drobna sprawa dotycząca Aromates. Michele Claude to oczywiście kobieta a nie mężczyzna. Jesli mi Pan nie wierzy proszę zapytać naszego świetnego perkusjonistę, Roberta Siwaka, który z Michele dla Alphy nagrywał, też w białej serii.
    Niestety to nie jedyny błąd w Pańskich wpisach. Ponieważ jednak korekta cudzych blogów to dość jałowe zajęcie, oddalam się już, prosząc o więcej skrupulatności. To w końcu blog na stronie bardzo zacnego pisma. Noblesse oblige.
    Ukłony.

  2. Marcin Rotkiewicz pisze:

    1) Dzięki za poprawkę, to rzeczywiście kobieta, już zmieniam. Na usprawidliwienie swoje mam tylko to, że ta płyta to moje pierwsze zetknięcie z Aromatami, Michele jest również imieniem męskim a w książeczce dołączonej do płyty nie ma podpisów pod zdjęciami muzyków. No ale rzeczywiście można było to sprawdzić. A tak wyszła ze mnie męska szowinistyczna świnia 😉
    2) Jeżeli znalazł Pani/Pan jakieś merytoryczne błędy, to bardzo chętnie się do nich odniosę… Natomiast trudno polemizować ze stwierdzeniem „Niestety to nie jedyny błąd w Pańskich wpisach”. No i skoro „korekta cudzych blogów to dość jałowe zajęcie”, to nie bardzo rozumiem po co traci Pani/Pan czas zajmując się moim blogiem. Chyba że wtykanie szpil jest jednak Pani/Pana życiową pasją. To z kolei mi wydaje się być zajęciem dość jałowym i mało oryginalnym – proszę wybaczyć szczerość. Poza tym, choć oczywiście staram się być jak najbardziej rzetelny, blog jest luźniejszą formą, często pisze się szybko i „pod wpływem chwili”, więc i potknięcia się zdarzają. 

    3) Sformułowanie „Śmierć Alphy” było niewątpliwie „figurą retoryczną”. Faktem zaś jest, że firma zbankrutowała, czemu Pani/Pan przecież nie zaprzecza i z tego, co słyszałem od dystrybutorów płyt (nie róbmy z nich kłamczuchów, bo nie bardzo rozumiem, po co mieliby wprowadzać mnie i innych w błąd), została wykupiona przez inne przedsiębiorstwo. Dlatego na blogu napisałem, że jestem ciekaw, jaka będzie polityka wydawnicza nowego właściciela. Proszę dokładnie przeczytać mój wpis! A jak będę w Paryżu, to do sklepu i biura Alphy chętnie zajrzę.
    Pozdrawiam

  3. letom pisze:

    Bardzo wdzięcznie Autor poprawia sie po kolejnych wtopkach (pomylenie płci i jakiś ort. w tekście o Nigel’u). Za to należą się brawa, choć wolałbym zaklaskać po jakiejś fagotowej frazie, wirtuozersko wykonanej…

    Zachęcając do nieustawania w blogowaniu – twierdzę, że dramat zaczyna się wtedy, kiedy muzyka jest bezpłciowa w sensie artystycznym. W takim kontekście zwracanie uwagi na płeć Michele Claude jest bez sensu 🙂

    Pozdrawiam

Dodaj komentarz