Polski barok z importu

Polish_baroque.jpg 

Nasi kompozytorzy doby baroku są mało znani poza kręgiem specjalistów i pasjonatów. Z różnych powodów. Jednym z nich jest bardzo kiepski poziom edukacji muzycznej, no i oczywiście brak pieniędzy na tzw. kulturę wysoką. A tymczasem jest się naprawdę czym chwalić: w „złotym” XVII wieku dorobiliśmy się całej grupy świetnych kompozytorów zainspirowanych muzyką włoską, na czele z Jarzębskim, Mielczewskim, Pękielem i Zieleńskim. Warto w tym miejscu wspomnieć, że istniały wówczas szanse, by sam Claudio Monteverdi zawitał do Warszawy i został kapelmistrzem Władysława IV. Polski dwór królewski (i nie tylko) tętnił w XVII wieku życiem muzycznym – słynęliśmy na całą Europę m.in. z wystawień oper w stolicy.
Powstało w dwóch dekadach trochę nagrań muzyki tamtej „złotej epoki”. Moim zdaniem na uwagę zasługują jednak tylko dwa: pierwsze to zarejestrowane w małym składzie przez zespół Il Tempo (dwoje skrzypiec, viola da gamba, klawesyn/pozytyw oraz dwoje śpiewaków: sopran i tenor) utwory Jarzębskiego, Mielczewskiego, Milwida i Szarzyńskiego (nagranie z 1993 roku). To niezła płyta. Jednak absolutnym hitem jest dwupłytowy album: „Canzoni e concerti” Adam Jarzębskiego. W 1993 znalazły się bowiem, po raz pierwszy i jak dotąd ostatni, pieniądze (z Polskiego Radia), by skompletować zespół zachodnich muzyków barokowych pod kierunkiem świetnej skrzypaczki Lucy van Dael (na cynku gra znany kornecista Bruce Dickey). Płyta jest wyśmienita, ale niestety stanowi też dowód, iż przez długi czas (bo dziś mamy na szczęście kapelę Arte dei Suonatori) nie mieliśmy zespołu, który byłby w stanie na najwyższym poziomie wykonawczym nagrać muzykę polskiego baroku. Choć wspomniałem o istnieniu Arte dei Suonatori, to jednak dziś sytuacja właściwie pozostaje bez zmian w porównaniu z latami 90-tymi. Może jest nawet gorzej, gdyż nie ma pieniędzy na dokonywanie tego typu nagrań. Nie istnieje też rodzimy zespół, który w dużym składzie, tzn. wokaliści plus instrumenty dawne (na czele z cynkami i puzonami), byłby w stanie nagrać utwory polskiego baroku.
Na szczęście to, czego sami nie potrafimy zrobić, znów wykonują za nas inni. Oto bowiem pojawiła się płyta zatytułowana „Polish Baroque – Pekiel and his contemporaries”. Nagranie live zostało dokonane przez zespół Ensemble europeen William Byrd pod kierownictwem Grahama O’Reillyego podczas festiwalu we francuskim Abbaye d’Ambronay. Choć, jak napisałem, jest to muzyka „na żywo”, płyta wciska w fotel. Nie dość, że wykonanie jest bardzo dobre (wspomnę tylko, że na cynku gra m.in. William Dongois), to kompozycje naszych rodaków – Mielczewskiego, Pękiela, Szarzyńskiego i Zieleńskiego – robią piorunujące wrażenie. Ich muzyka nie ustępuje w żaden sposób kompozycjom włoskim (a dokładnie mówiąc muzyce weneckiej) tamtych czasów. Ba, miałem momentami wrażenie, jakbym słuchał dzieł sakralnych Bibera (mam tu na myśli przede wszystkim Missę Bruxellensis i Salisburgensis) – z takim rozmachem dokonane jest nagranie.
Jest to bardzo ważna płyta. A może nawet więcej: bardzo znaczące wydarzenie z punktu widzenia polskiej kultury muzycznej. Cieszę się ogromnie, że mam już CD zatytułowane „Polish baroque” na półce i mogę po nie sięgać. Z drugiej strony nie mogę przejść do porządku dziennego nad faktem, że tak piękną muzykę polskich kompozytorów są w stanie nagrać tylko zagraniczne zespoły i to na dodatek na festiwalu we… Francji. W ojczyźnie Zieleńskiego i Mielczewskiego nie ma szans jej posłuchać…

Wpis “Polski barok z importu” skomentowano 9 razy

  1. eurointernauta pisze:

    Jak wiadomo,barok cuchnie kruchtą. Dobrze więc,że w,z trudem europeizującej się,katoendeckiej Polsce ta muzyczna starzyzna jest mało znana. Jaki sens miałoby,w takim kraju,podbijanie nacjonalistycznego bębenka rodakom Rydzyka wmawianiem im,że polska muzyka sprzed kilkuset lat była równie dobra,co zachodnia ?

  2. Hanna pisze:

    Szanowny Panie,
    pragne uzupełnić Pański tekst o jeszcze jedno nazwisko polskiego kompozytora baroku – Adam z Wągrowca, znawca tego kompozytora jest pan prof. Perz.
    Pozdrawiam

  3. Margot pisze:

    Znakomity polski dyrygent Andrzej Markowski byl niewatpliwie jednym z pierwszych ,ktorzy prezentowali utwory Jarzebskiego,Szarzynskiego Gomulke,juz latach konca 1950 tych i 60-tych,nie mowiac o wykonaniach Monterverdiego poraz pierwszy w historii ,w Polsce,szkoda ,ze to sie zapomina…

  4. Marcin Rotkiewicz pisze:

    Nie chcę odbierać zasług Panu Markowskiemu w przypomianiu muzyki polskiego baroku i nie tylko (Monteverdi). Niestety, tamtych wykonań pewnie z trudem dawało się słuchać – nie jest to zresztą wina Markowskiego, ale nieistnienia jeszcze wówczas ruchu interpretacji muzyki dawnej na starych instrumentach (bądź ich kopiach) zgodnie z praktyką wykonawczą epoki. Trudno mi sobie wyobrazić dzieła Monteverdiego (polskich kompozytorów zresztą też) grane np. bez cynków (kornetów). Monteverdi (zresztą nie tylko on) grany na współczesnych instrumentach z romantyczną manierą jest, przynajmniej dla mnie, nie do słuchania. Natomiast nasz współczesny problem jest taki, że nie mamy w Polsce zespołu, który na najwyższym poziomie potrafiliby zagrać utwory polskiego baroku w sposób najbardziej zblizony do tego, jak brzmiały one w czasach, gdy powstawały.

  5. Margot pisze:

    Szanowny Panie Redaktorze!
    Prosze uprzejmie zauwazyc,ze kiedy dyr.Andrzej Markowski wprowadzil do repertuaru Monterverdiego w latach poczatku 60-tych nie dosc ze trudnosci mieli muzycy orkiestrowi z kupnem instrumentow,to o instrumentach z epoki nie bylo wrecz mowy.
    Andrzej Markowski ,jako jeden z bardzo nielicznych polskich dyrygentow rozslawial na calym swiecie muzyke baroku i renesansu polskiego rownolegle z muzyke wowczas wspolczesna.
    Warto sie zaznajomic z ta wybitna postacia swiata muzyki.

  6. PAK pisze:

    Margot:

    Nie bierzesz pod uwagę, że nie wystarczy muzyka. Potrzebne jest też wykonanie. Wykonanie bez instrumentów ‚z epoki’ (oryginałów lub kopii), bez dawnej praktyki wykonawczej dużo traci. (Wiem, nie wszyscy tak uważają, ale jednak muzyka baroku spopularyzowała się dzięki przypominaniu nie tylko dzieł poszczególnych kompozytorów, ale także przypomnieniu sposobu wykonywania.)

    We wpisie Gospodarza nie widzę pogardy, czy chęci zapomnienia wkładu Andrzeja Markowskiego, a tylko stwierdzenie, z którym się zgadzam, że te wykonania, to nie dość by muzykę uczynić popularną. I nie ma w tym winy Markowskiego.

    Co do dostępności instrumentów — faktycznie. Ale był to problem nie tylko polski — w latach 60-tych stara-nowa praktyka wykonawcza się rodziła i wszyscy pionierzy mieli pod górkę.

    Natomiast rzeczywiście w Polsce jest dla takiej muzyki publiczność (co widać na koncertach zagraniczych gwiazd), ale wykonawców jest za mało.

    o.m:
    Wszyscy znają 😀 A coś się stało?
    (No wszyscy… w każdym razie sporo osób, które znam, zna interpretacje Garrido. Z ocenami jest różnie, ale zasadniczo Garrido rozumie Monteverdiego.)

  7. artur pisze:

    Cześć, poradź mi, gdzie mogę kupić płytę Savalla, poświęconą podróży Świętego Franciszka Ksawerego na Wschód (łącznie z Japonią). Tytułu płyty nie pamiętam, pozdrawiam, artur górski

  8. Marcin Rotkiewicz pisze:

    Cześć Arturze, albo kup w internecie (merlin, gigant.pl lub amazon) albo w Duo111, czyli sklepie w bloku przy Marszałkowskiej 111a – możesz poczytać o nim w moim ostatnim wpisie (Perła z lamusa) oraz w dyskusji pod nim (może też mają tę płytę w Empiku lub Trafficu). Pozdrawiam

  9. Maciek pisze:

    A może jakaś podpowiedź gdzie znaleźć dwie rekomendowane pozycje (zespół Il Tempo z utworami Jarzębskiego, Mielczewskiego, Milwida i Szarzyńskiego oraz „Canzoni e concerti” Adama Jarzębskiego)?
    A jak Pan ocenia produkcje Fundacji ProMusica Camerata)?

Dodaj komentarz