Minkowski rządzi!

Szóstego maja zapowiada się w Warszawie wielkie muzyczne święto. Do Filharmonii Narodowej przyjeżdża Marc Minkowski ze swoją orkiestrą Les Musiciens de Louvre. Już zawczasu kupiłem sobie bilety na ten koncert i nie mogę się doczekać występu francuskiego dyrygenta. Miałem okazję słuchać go nie dalej jak miesiąc temu w Krakowie, w ramach genialnego festiwalu Misteria Paschalia. Coraz rzadziej zdarza mi się trafiać na koncerty, w trakcie których z zapartym tchem słucham muzyki a myśli nie uciekają w jakieś odległe rejony. Innymi słowy – nieczęsto zdarzają się występy, trzymające w napięciu od pierwszej do ostatniej minuty. Po części pewnie spowodowała to dostępność wielu perfekcyjnych wręcz nagrań CD, co sprawia, że muzykom jest coraz trudniej zaskoczyć współczesnego słuchacza lub przynajmniej przykuć jego uwagę – ale to temat na osobny wpis.
Na krakowskim koncercie Minkowskiego siedziałem z „rozdziawionymi uszami” przez cały czas. Zresztą nie tylko ja, sądząc po tym, co pisali recenzenci, z moją redakcyjną Koleżanką, Dorotą Szwarcman, na czele. Francuski dyrygent genialnie zaprezentował ogromnej urody „Chandos Anthems” Jerzego Fryderyka Haendla – czyli utwory przypominające sakralne kantaty (w jednym z nich pobrzmiewały, przynajmniej dla mojego ucha, motywy z „Mesjasza”). Być może dlatego po powrocie z dawnej do obecnej stolicy Polski wrzuciłem sobie do odtwarzacza właśnie „Mesjasza” pod Minkowskim – jedyne konkurujące z nim energią i urodą nagranie wyszło spod ręki Paula McCreesha (natomiast leciwe wykonanie Christophera Hogwooda stoi zakurzone na półce i właściwie już po nie nie sięgam). Tu pozwolę sobie na kolejne skojarzenie – chyba niewiele osób, które miały okazję posłuchać „Mesjasza” w interpretacji Minkowskiego, zdaje sobie sprawę, że ten dwupłytowy album jest… ścieżką dźwiękową do filmu Williama Kleina pt. „Messiah”. Obraz to dziwny, ale wciągający swoją szczególną poetyką i godny polecenia – muzykę Haendla ilustrują dokumentalne zdjęcia z… USA (przede wszystkim Las Vegas). Co więcej, niektóre części „Mesjasza” (czego oczywiście nie ma na płycie) śpiewają amatorzy – m.in. chór więźniów oraz zespół wokalny policji w Detroit. Wiem, że brzmi to wszystko wariacko, ale efekt jest naprawdę ciekawy.
Oczywiście tak ambitny obraz nie mógł znaleźć się w ramówce naszej opłacanej z abonamentu telewizji misyjnej (publicznej) – chyba wyświetlał go kanał Mezzo, jeśli się nie mylę. Na szczęście w dobie internetu nie jest to problem – tu zastrzeżenie: oczywiście nikogo nie namawiam do piractwa 😉
Gdy słuchałem „Mesjasza” nagle pojawił mi się w głowie pomysł – a gdyby tak ułożyć ranking filmów z muzyką klasyczną, to jakby on wyglądał? No i powstała moja krótka, prywatna lista i bardzo jestem ciekaw opinii innych miłośników klasyki na jej temat:
miejsce 1: „Wszystkie poranki świata” – najlepszy pod względem wizualnym, jak i ścieżki dźwiękowej; trudno zresztą się dziwić, bo nagrał ją sam Jordi Savall (nie sposób kupić czy wypożyczyć w Polsce tego filmu – na DVD można go kupić tylko we francuskiej wersji językowej, bez angielskich napisów – ale tu ratuje nas potęga internetu… ktoś zrobił nawet dobre polskie napisy…)
miejsce 2: „Mesjasz” – film dziwny, ale klimatyczny i robiący wrażenie
miejsce 3: „Amadeusz” – aktorsko, scenariuszowo i oczywiście reżysersko rewelacja, ale wykonanie utworów Mozarta trąci dziś myszką (czytaj nudą)
miejsce 4: „Farinelli” – ustępuje pod względem treści „Amadeuszowi”, ale góruje nad nim muzycznie
miejsce 5: „Wieczna miłość” – pozycja ostatnia, gdyż zdecydowanie zbyt kiczowaty (na dodatek Praga, co daje się zauważyć na ekranie, odgrywa Wiedeń sic!) a wykonanie utworów Beethovena też nie rewelacyjne
(nie widziałem jeszcze filmu „Król tańczy”; podobno słaby, ale za to muzycznie świetny, bo ścieżkę dźwiękową przygotował Reinhard Goebel – więc ewentualne miejsce 4 lub 5).

Wpis “Minkowski rządzi!” skomentowano 19 razy

  1. miasto-maßa-maszyna pisze:

    A ja od paru ładnych lat poluję na „England, my England” o Purcellu, z muzyką pod batutą Gardinera…

  2. MANU 26 pisze:

    http://www.youtube.com/user/LvBAssociation
    WART

  3. Musicavocale pisze:

    Podzielam Pana wrażenia dot. Marca Minkowskiego. Koncert krakowski – elektryzujący, minął zdecydowanie za szybko. Dosłownie poraziła mnie pełnia brzmienia przy tak niewielkim w składzie wykonawczym. Na marginesie: Gorąco polecam wszystkim miłośnikom opery barokowej dostępną na DVD paryską inscenizację opery „Platee” Rameau: kipi energią i radością zabawy a pan Marc zostaje na chwilę pozbawiony pałeczki dyrygenckiej przez … żabę ;). Niestety z filmu „Le Messie” jak dotąd widziałam tylko fragmenty, ale mam nadzieję kiedyś nadrobić. Ścieżka dźwiękowa, która ukazała się napłycie to mój ulubiony „Mesjasz”, tak typowy dla Marca Minkowskiego „Handel na gorąco”. Nie wspominając o zjawiskowej symfonii Rameau, zrodzonej z wyobraźni maestro, której druga część zabrzmi w Warszawie (na szczęście też udało mi się dostać bilety). Mam nadzieję, że Marc Minkowski i Les Musiciens du Louvre będą częstymi gośćmi w Polsce. Pozdrawiam

  4. Dorota Szwarcman pisze:

    Marcinie, to nie były Coronation Anthems, lecz Chandos Anthems. Coronations Anthems to nawet śpiewałam w chórze… 😉
    A teksty są jak najbardziej religijne – to fragmenty psalmów.

  5. PAK pisze:

    „Mesjasz” Minkowskiego — czytałem więcej recenzji negatywnych niż pozytywnych. Sam byłem ‚umiarkowanie na plus’, ale przeszkadzało mi parę rzeczy, w tym cięcia dla potrzeb filmu (myślę, że z tą świadomością słuchaczy nie ma tak źle — wystarczy zainteresować się dlaczego to tak krótki „Mesjasz” 😉 ).

    Do McCreesha się przyzwyczajam. Wbrew pozorom to nie jest oczywiste. Spotkałem się też ze sporą liczbą uwag krytycznych, że owszem, krytykom się podoba, ale coś z nim jest nie tak. Jak napisałem — przekonuje się (wielka siła, ale miałem wrażenie pewnej niespójności…). Właściwie to nie mam ulubionego. Wysoko Gardiner. Nowy Harnoncourt może nie tyle wysoko, co był dla mnie odkrywczy, o co w „Mesjaszu” dzisiaj trudno.

    Filmy? Nie wypowiadam się. „Król tańczy” — potwierdzam, dobra muzyka, film słaby jeśli chodzi o dramaturgię, a sceny śmierci Moliera, czy założenia Wersalu wyraźnie adresowane do miłośników historii. (Zresztą film oparto na opracowaniu na temat muzyki dworskiej za czasów Króla Słońce, a nie powieści… ta naukowość u podstaw w filmie wychodzi.) Za to jedna scena warta upowszechnienia — Lully z zespołem przygrywają miłosnym igraszkom króla w namiocie, odpowiednio dobierając tempo 😉

  6. asasello pisze:

    ano rządzi. nie nazwałbym się melomanem, ale słuchałem Misteriów w PR2 (misja sie kłania) i chyba zaczyna mnie to wciągać;-) pozdr.

  7. eurointernauta pisze:

    Red. Rotkiewicz stosuje cenzure. Nieladnie.

  8. Marcin Rotkiewicz pisze:

    Komentarze do komentarzy (za które bardzo dziękuję):
    M-M-M: „England, my England” można kupić w Amazonie za 22$+koszty wysyłki (chyba ok. 7$); nie znam zupełnie tego filmu, dzięki za podpowiedź – choć od amazonowiczów dostał tylko 2,5 gwiazdki na 5 możliwych; czy to dobry film?

    Musicavocale: tak, „Platee” jest super, mam na DVD, ale nie zaliczyłem jej do filmów, gdyż jest to po prostu zarejestrowane świetne przedstawienie operowe; co do zachwytów nad „wyimaginowaną” symfonią Rameau pełna zgoda, super płyta i z niecierpliwością czekam na drugą część w Filharmonii Narodowej

    Dorota Szwarcman: masz rację, już poprawiam; w porównaniu z kantatmi chodziło mi o podobną strukturę Anthems – recytatywy, arie itp.

    PAK: A o jakich cięciach Pan pisze, bo wydaje mi się, że i w filmie, i na CD jest wszystko, co trzeba z „Mesjasza”?; ja bardzo lubię interpretację Minkowskiego, choć niektóre części – np. aria „but who may abide the day of his coming” znacznie lepsza u McCreesha; z kolei u Minkowskiego zachwyciła mnie m.in. aria „He was despised” – proszę zwrócić uwagę, że klawesyn gra imitując uderzenia bicza, takie przynajmniej mam wrażenie; podsumowując bardzo lubię „Mesjasza” i McCreesha i Minkowskiego i nie umiałbym powiedzieć, które wykonanie jest lepsze, obydwa są super; co do filmu „Król tańczy” – muszę w takim razie obejrzeć scenę w namiocie 😉

    asasello: bardzo się cieszę, że zaczyna Pana wciągać; i o to chodzi 🙂 bardzo serdecznie pozdrawiam

  9. Marcin Rotkiewicz pisze:

    Drogi eurointernauto,
    owszem, stosuję cenzurę, ale tylko wobec Ciebie; bo jesteś w swoich wpisach namolnie nudny i powtarzalny; ile razy można pisać to samo, co? już wszyscy przecież wiedzą, dzięki Twoim światłym komentarzom, że barok to wstecznictwo itp., więc wymyśl coś nowego; na razie masz szlaban 😉

  10. PAK pisze:

    @Autor:
    Wyciętych fragmentów nie pamiętam, ale obiecuję sprawdzić.

    „He was despised” — lubię (jakoś mi została sympatia do Charlotte Hellekant, zresztą po filmie o… Mahlerze, gdzie śpiewała jego pieśni), ale pamiętam jak mi się oberwało od znajomych za chwalenie tej arii w tym wykonaniu 🙂

  11. Andrzejzopola pisze:

    Musicavocale napisała o wspaniałej realizacji „Platee” Rameau, ten kompozytor w ostatnich latach miał szczęście do ciekawych realizacji zarejestrowanych na DVD. „Les Paladins” prowadzeni przez Williama Christie to prawdziwie barockowe szaleństwo . No a nogi Stephanie d’Oustrac …. Także „Les Indes Galantes” z tańczącymi kwiatami (doniczkowymi ) i swingującymi indianinami do muzyki barokowej jest ucztą dla uszu i oczu.

  12. Musicavocale pisze:

    A wracając do „Chandos Anthems” i koncertu krakowskiego: Jakiś dobry człowiek wrzucił na youtube krótkie fragmenty tego koncertu. Jakość nagrania wprawdzie „youtubowa”, ale i tak miło powspominać, szykując się na kolejną ucztę z Les Musiciens du Louvre.

    http://www.youtube.com/watch?v=BWI-kXGVdFo
    http://www.youtube.com/watch?v=PSnrdJDURqo
    i pamiętny bis (w którym szczególnie tenor miał co śpiewać):
    http://www.youtube.com/watch?v=2wAGaaaY-ME

  13. PAK pisze:

    ‚Braki’ Minkowskiego w Mesjaszu dotyczą II części („Unto which of the angels”, „Let all the angels of God”, „Thou art gone up on high”, „The Lord gave the word”).

    Tak, Rameau ma szczęście do szeregu dobrych realizacji, a może sytuacja do tego dojrzała? „Les Paladins” widziałem we fragmentach i nie byłem zachwycony. (Ale akurat zabrakło tych nóg!) Co innego „Platee”, „Les Indes Galantes”, czy też „Les Boreades” (choć to poważny spektakl i poważna opera… mimo La La Human Steps w realizacji). Niestety, nie widziałem „Zoroastra”…

  14. Marcin Rotkiewicz pisze:

    Rzeczywiścię, trochę Minkowski skrócił „Mesjasza”, ale na szczęście nie są to jakieś bardzo istotne fragmenty.

  15. zofia pisze:

    uwielbiam też muzykę organową.To tak na marginesie, gdyby Pan coś o niej pisał i o koncertach które będą w lecie.Można dołączyć też jakiś utwór..W tym roku koniecznie wybiorę sie na festiwal muzyki organowej . pozdrawiam

  16. gapiszon pisze:

    A moze ktos z Panstwa ma za duzo biletow na jutrzejszy koncert w filhrmonii? Moj tel 509 278 818.

  17. Piotr Kamiński pisze:

    Jeżeli wolno, słowo wyjaśnienia tyczące Mesjasza Minkowskiego. Nagranie nie było wcale przewidziane do publikacji, zostało zrealizowane wyłącznie dla potrzeb filmu, jako ścieżka dźwiękowa, w warunkach „polowych” (w podziemnej sali prób Opery na Bastylii, pod reflektorami i kamerami Williama Kleina), dalekich od standardów studyjnych. Stąd też skróty.

    Okazało się jednak, że płyta z „przekrojem” wydana dla potrzeb promocji filmu zrobiła taką furorę, że wszyscy zaczęli się nagle dopominać o wydanie całości tej taśmy, na co ostatecznie Minkowski się zgodził (niezbyt entuzjastycznie), przede wszystkim dla zachowania na płytach kreacji luksusowej obsady. Kto kiedy widział w Mesjaszu ośmiu solistów, dobranych właściwie indywidualnie do każdej arii! To właśnie umożliwił budżet filmowy i dlatego rzecz – niepowtarzalna w tym kształcie – się ukazała.

    Są tam różnego rodzaju usterki techniczne, wynikające właśnie z okoliczności (w normalnych warunkach chór powtórzyłby napewno tę lub tamtą zamazaną koloraturę), oraz różne rzeczy, które Minkowski napewno zrobiłby dzisiaj inaczej, ale całość jest porywająca.

  18. IgA pisze:

    PUK! PUK! Co sie stało że Pan nie pisze.?I jakoś pokręciła się strona bloga początek z końcem .Czekam na koncert opisany przez M. R. pozdrawiam

  19. Beata pisze:

    Panie Piotrze, dobór solistów w tym „Mesjaszu” rzeczywiście jest fenomenalny! Szczególnie arie sopranowe, które wykonywane „w pakiecie” przez jedną sopranistkę siłą rzeczy bywają uśrednione pod względem wyrazu, tutaj w wykonaniu trzech solistek brzmią, jak szyte na miarę.
    Pewnie te podziemia, wielogodzinne sesje nagraniowe i gorączka reflektorów złożyły się na temperaturę całości. Dobrze, że to nagranie się ukazało! Wycyzelowanych „Mesjaszy” na rynku fonograficznym trochę jest, za to na nadmiar „Mesjaszy” żywiołowych raczej nie narzekamy. Serdecznie pozdrawiam

Dodaj komentarz