McCreesh kontra Minkowski

Dwóch wspaniałych koncertów można było niedawno wysłuchać w Warszawie. Tydzień temu do Filharmonii Narodowej zawitał Marc Minkowski. Natomiast w ostatnią niedzielę w archikatedrze św. Jana wystąpił Paul McCreesh wraz ze swoim zespołem Gabrieli Consort. Byłem na obydwu koncertach, ale gdybym miał wcześniej wybierać między jednym a drugim, zdecydowanie postawiłbym na Francuza. I popełniłbym błąd. Trudno wprawdzie powiedzieć, że jeden z tych naprawdę świetnych występów był lepszy od drugiego, ale McCreesh wywarł na mnie zdecydowanie większe wrażenie. Może wynikało to faktu, że na koncert Minkowskiego szedłem z ogromnymi oczekiwaniami, po części wywołanymi genialnym wręcz występem Francuza w Krakowie na festiwalu Misteria Paschalia. Tymczasem, mimo wirtuozowskiej gry orkiestry Les Musiciens du Louvre, trochę byłem znużony. Zwłaszcza drugą częścią koncertu, w której Minkowski zaprezentował „Une Autre Symphonie Imaginaire”, czyli coś na kształt symfonii złożonej z wybranych utworów Jeana-Philippe’a Rameau. Francuski dyrygent dokonał już raz takiego wyboru i nagrał płytę „Rameau Une Symphonie Imaginaire”. Jest ona rewelacyjna, ale drugi raz wchodzenie do tej samej rzeki okazało się nie do końca udanym pomysłem. Symfonia Rameau numer 2, bo Minkowski dokonał na warszawski koncert zupełnie innego wyboru niż na płycie, okazała się po prostu nudnawa. Mam nadzieję, że Francuzowi nie przyjdzie do głowy nagrywanie tego, co zaprezentował w Filharmonii Narodowej. Ja w każdym razie tej płyty nie kupię.
Zaskoczył mnie natomiast McCreesh, który przyjechał z programem a capella (promującym najnowszą płytę „A Spotless Rose”). Znalazły się w nim utwory maryjne skomponowane w ciągu ostatnich kilku wieków. Oczywiście zdecydowanie bardziej przypadły mi do gustu te dawne (nie przepadam za muzyką współczesną), ale nie tylko o tym chciałem napisać. McCreesh stworzył bowiem w archikatedrze niezwykłą atmosferę a jego zespół zaprezentował najwyższy poziom. Brzmienie chóru, stopliwość głosów i wspaniała interpretacja robiły piorunujące wrażenie. A jak wiadomo, niczym łatwiej nie można zanudzić słuchaczy niż chóralnym programem a capella. I tu niestety smutna refleksja – niestety, nie mamy w Polsce zespołu chóralnego, który dorastałby do pięt ekipie McCreesha.
Zatem pod względem atmosfery koncertu Anglik pobił w Warszawie Francuza. A jak już wspomniałem na początku, jeszcze tydzień temu postawiłbym w ciemno na Minkowskiego.

Wpis “McCreesh kontra Minkowski” skomentowano 9 razy

  1. Dorota Szwarcman pisze:

    Wszystko rzecz gustu. Program „A Spotless Rose” był prezentowany już na zeszłorocznej Wratislavii. I trochę się znudziłam. Głównie tym, że wszystko – muzykę dawną i muzykę współczesną – Anglicy śpiewali tak samo do bólu. Może trochę popracowali i teraz robią to lepiej, ale wówczas miałam takie właśnie wrażenie. Płytę już dostałam, ale nie zdążyłam jeszcze jej odsłuchać.

  2. Beata pisze:

    Mnie „Une Autre Symphonie Imaginaire” rozczarowała tylko tym, że była tak krótka 🙂 Świat Rameau w interpretacji Minkowskiego mieni się w moim odczuciu tak różnorodnymi kolorami, że potrafię tylko siedzieć jak dziecko z rodziawioną buzią i chłonąć z zachwytem. Podsumowując: wielkie oczekiwania przed i wielka satysfakcja po. Choć, nie ukrywam, wolałabym, by Marc M. i jego zespół zawitali do Warszawy z kilkoma operami Rameau :-).
    Na koncercie Gabrieli Consort nie byłam, mam tylko trochę nagrań i przyznam, że choć brzmią bardzo estetycznie i można ich podziwiać za warsztat i stopliwość brzmieniową, to całokształt w moim odczuciu jest nieco zbyt uładzony i eteryczny. Ale to już kwestia preferencji estetycznych 😉

  3. tristesse pisze:

    Dlaczego ,wydane z okazji 50- lecia DHM,pudło „Barok i muzyka dawna”, zawierające 50 płyt CD,na bogatym Zachodzie kosztuje równowartość stu kilkudziesięciu złotych,a w Polsce trzysta kilkadziesiąt złotych ? Czemu „Les Boreades” Rameau pod dyrekcją Gardinera w zachodniej Europie kosztują mniej niż 20 euro,a u nas ponad 120 złotych ?

  4. pistacja pisze:

    witam w piękny poranek..Muszę zadać to pytanie .Jak to możliwe że ktoś tak sympatyczny, humanista, filozof i muzyk nie wierzy w istnienie duszy.. To zrujnowało mój światopogląd.Wiem.. ciągły brak czasu.Zaniedbany blog/ Pana/..Poczekam na odpowiedz nawet rok. Miłego słonecznego lata.

  5. marcin.rotkiewicz pisze:

    Witam również w piękne południe… Blog zaniedbany, biję się w piersi, ale jest szansa w najbliższych dniach na odrobienie strat 😉 co do duszy, to jestem gotów podyskutować, choć nie jest to chyba dobre miejsce. Tutaj zdecydowanie wolę pisać o muzyce. Natomiast nie bardzo chce mi się wierzyć, że mój skromny tekst zrujnował Pani światopogląd.
    Również życzę miłego, słonecznego lata, choć mamy chyba jeszcze wiosnę.
    Serdecznie pozdarwiam

  6. pistacja pisze:

    Tak, mamy wiosnę ale w takim tempie pisząc spodziewałam sie odpowiedzi od Pana jesienią, Ja tez wolę muzykę…słuchać bo o czym tu mówić.?Ale poczytać mogę i zrobię to z przyjemnością jak coś Pan napisze. Jeżeli chodzi o temat ; dusza jest czy jej nie ma; to mogę podyskutować ale jak Pan słusznie zauważył może nie na tym blogu ,chociaż.. w myśl powiedzenia ;; co nam w duszy gra..itd to może tematy te jakoś się łączą jednak. Przecież nie mówi się, ; co nam w mózgu gra?Czyli dowód 1 .W związku że nasza dyskusja była by nierówna zważywszy na pana przygotowanie naukowa a ja coż tylko logika chłopska więc waham się..ale..Od niedawna uczę sie j . angielskiego/tak istnieją jeszcze takie osobniki które go nie umieją/iiii pomyślałam że jak pan wróci z Harvardu i będę mogła z Panem porozmawiać o duszy to chętnie to uczynię ale tylko w j. angielskim.Teraz rozmawiając po polsku zaczęło by sie od duszy a skończyło w niebie… pozdrawiam

  7. pistacja pisze:

    aa… zapomniałam dodać że uczę sie już jakiś rok/ j. ang/ i nic a nic nie umiem. W panu cała nadzieja . Wiara /cos niematerialnego/ we mnie że mi się uda i cud /coś niewyobrażalnego/ że sie stanie, pozwolą mi przestawić argumenty Panu za istnieniem tejże/duszy/. W przeciwnym razie pozostanie Pan w mylnym wyobrażeniu o świecie innym ..???

  8. linia pisze:

    vitam!. Nie zrujnował Pan mojego światopoglądu bo jest on wyrażnie określony i wątpię aby cos go zmieniało, to był oczywisty żart. Proszę aby skasowł Pan moje komentarze które dotyczyły duszy itp Mam poczucie humoru specyficzne i może być żle zrozumiane. Każdy wierzy w to co chce . O dyskusji nie ma mowy z powodu nieznajomości j. angielskiego itd.. To warunek. Pozdrawiam i martwi mnie że nic nie ma nowego o muzyce , ja tez wolę ten temat ..

  9. Maciek pisze:

    Mój komentarz (pytanie) ma nieco ogólny charakter. Kiedy 10 lat temu przestawiłem się całkowicie z rozrywki na klasykę, muzyka dawna wydawała mi się nudna i nie do słuchania. I chyba oprócz Bacha, Vivaldiego i Monteverdiego nie słyszałem o innych kompozytorach. A ostatnio wśród kupowanych płyt większość stanowią właśnie kompozycje muzyki dawnej.
    Zastanawiam się dlaczego. Oczywiście, trochę się osłuchałem, trochę dowiedziałem, ale czy nie jest tak, że główny nurt jest nieco wyeksplatowany (co nie oznacz, że nie będę go słuchał!)? Że coś nowego dzieje się właśnie na polu muzyki dawnej?
    A Savall’a zaliczam do trójki moich najbardziej kultowych wykonawców (na pudle są jeszcze dwaj Panowie G.: Glenn Gould i Friedrich Gulda). Po raz pierwszy skojarzyłem Savall’a z Gould’em słuchając solowych utworów Marais i de Sainte Colombe’a.

Dodaj komentarz